Pages Navigation Menu

Opium w rosole Małgorzaty Musierowicz – recenzja

 

Zapytałam naszą bibliotekarkę, która książka polskiej autorki/autora była najchętniej czytana przez młodzież w ciągu ostatniego roku szkolnego 2014/2015. Okazuje się, że „Opium w rosole” Małgorzaty Musierowicz.

Z twórczością autorki spotkałam się po raz pierwszy na I r. moich studiów. Pochodząc z małej miejscowości, gdzie biblioteka rzadko była wyposażana w nowości, nie znałam na bieżąco twórczości tejże autorki. Jednakże pierwszą jej książkę pożyczyła mi koleżanka, z którą mieszkałam w pokoju w DS. Była to powieść „Dziecko piątku”. Zachwyciła mnie współczesnym językiem, bliską młodemu człowiekowi problematyką.

Aby napisać recenzję zapoznałam się szybko z treścią książki Małgorzaty Musierowicz „Opium w rosole” – w ostatni wakacyjny weekend. Otóż wg naszej bibliotekarki właśnie po tę książkę sięgała głównie młodzież gimnazjalna.

Czytając ją poczułam się dziwnie, jakbym widziała fragment serialu „M jak miłość” z błąkającą się dziewczynką, która przesiadywała w kawiarni u Pawła. Nie jest możliwe, by autorka znała ten film, ze względu na czas powstania powieści – 1983 r. Raczej być może odwrotnie – autorzy scenariusza filmu mogli się inspirować treścią tejże powieści.

Zagłębiając się w treść książki, coraz bardziej przerażał mnie ogrom samotności tego dziecka. Skojarzyłam również tę postać z bohaterką współczesnego filmu „Mały Książę”, który właśnie jest emitowany w kinach.

Autorka dość szokująco zatytułowała swoją powieść – opium to silnie uzależniający narkotyk. Skojarzenie z rosołem – dość dziwne zestawienie, zmierzające do prostego, aczkolwiek ważnego wniosku – wspólne posiłki uzależniają, są potrzebne do stworzenia silnych więzi. Niestety w rodzinie Jagodzińskich one nie istnieją – zapracowany ojciec wracający po północy do domu, matka – naukowiec, bojąca się okazywać cieple uczucia dziecku.

Aurelia kocha podniszczonego psa – zabawkę, jak dziewczynka w „Małym Księciu” starego lisa – maskotkę. Scena przerażająca, dramatyczna – kiedy pies ląduje za oknem wyrzucony przez matkę dziewczynki, podobnie w filmie – stara maskotka ląduje w koszu również wyrzucona przez matkę. Odnalezionego psa Aurelia nie chce już zabierać do domu, obawia się, że nie będzie mu tam dobrze. Jakże wymowna scena – stary pies nie pasuje do – idealnego – wg nauczycielki – czarno – białego wnętrza domu. Nikt nie liczy się z uczuciami dziecka, jego osamotnieniem. Dziewczynka chętnie jada proste, niewyszukane obiady – znak czasów lat osiemdziesiątych – poza domem, bo tam znajduje ciepło rodzinne.

Powieść, która kończy się pozytywnym przesłaniem nie wpłynęła na mnie optymistycznie. Dotknęła starych ran – znów znalazłam się w klimacie stanu wojennego – czując strach przed powołaniem ojca do wojska.

We wspomnieniach znów stoję w śniegu w tzw. ortalionowym  ocieplaczu i butach tzw. podhalankach, samotna jak ta dziewczynka z różnicą jedynie taką, że towarzyszy mi ciepły, żywy pies i kot.

Zaletą tej powieści są niezwykle piękne, plastyczne opisy. Mało w niej humoru /(znalazłam jedna scenę z zimną dłonią dziecka lądującą na głowie dyrygenta) – znak owych trudnych, opisanych w powieści czasów.

T.B.

Szkolna Biblioteka przy ZPO w Lipniku

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


6 × pięć =

Reklama