Pages Navigation Menu

Histerie rodzinne Izabeli Pietrzyk – recenzja

Często zastanawiam się, czy istnieje idealne miejsce do czytania. I nie mam tu na myśli pośpiesznego pochłaniania książki podczas gotowania obiadu, między obieraniem ziemniaków a smażeniem kotletów schabowych, czy też w przerwie od pracy. Chodzi mi raczej o azyl, w którym słowa powoli przepływają przez nasz umysł, nic nas nie goni, dostrzegamy każdy szczegół w czytanym tekście, możemy się skupić. Zapewne odpowiedzi  mogłoby paść tu wiele: w fotelu, w łóżku, przy biurku… Istnieją jednak takie książki, które niezależnie od miejsca i czasu czyta się z pełnym zaangażowaniem, z niecierpliwością oczekuje się wydarzeń, które skrywają ich kolejne strony, odcina się od wszystkiego co dookoła i całkowicie skupia się na treści. Przykładem właśnie takiej pozycji są „Histerie rodzinne” Izabeli Pietrzyk, które dostali w dłonie czytelnicy Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bukownie.

Przy każdym zwrocie do placówki zachwytom nie było końca, a kiedy po raz kolejny usłyszałam komplementy typu mądra, prześmieszna, wciągająca, pokazująca zabawny model polskiej rodziny, proszę polecać czytelnikom pomyślałam, że może mi się spodobać, choć przyznaję, że podchodziłam do niej nieco sceptycznie. Wybrałam ją jako książkę na urlop z myślą, że nie będę musieć jej poświęcać zbyt wiele uwagi. W jak wielkim byłam błędzie! Pierwszy raz otworzyłam ją w autokarze pełnym ludzi rozmawiających ze sobą, w tle grało radio, a ja wiedziałam, że przede mną dobre piętnaście godzin drogi. Pochłonęła mnie tak bardzo, że sama nie wiem kiedy minęło pierwsze sto stron, a później kolejne pięćset. Wszystko przez to, że poznałam Wiktorię – trzydziestoośmioletnią kobietę po przejściach, która przez kilka lat była bita przez swojego partnera. Toksyczny związek oprócz siniaków przyniósł jej również wiele prezentów, które miały być prośbą o wybaczenie. Zasada była prosta: im mocniej dostała, tym droższy otrzymywała podarunek. Wydało mi się to straszne i w głowie weryfikowałam słowa czytelników, że książka jest zabawna.

Cierpliwie odwracałam kolejne kartki, by przekonać się, że mieli rację. Życie głównej bohaterki odmieniło się, gdy postanowiła uciec od tyrana wychodząc z domu jedynie z kosztownościami, na które, jak uważała, zasłużyła. Pomogła jej w tym starsza siostra Amelia, którą ta wcześniej odseparowała od siebie, tak jak i resztę rodziny. Gdy jednak dowiedziała się co przechodziła Wiktoria bez wahania wyciągnęła do niej pomocną dłoń. Było to w tym momencie o tyle prostsze, że jej mąż, który nie darzył Wiktorii zbytnią sympatią, pracował na statku i akurat był w trakcie wielomiesięcznego rejsu. W rodzinnym domu główna bohaterka miała czas na zastanowienie się nad sobą i swoim życiem oraz nauczenie się na nowo relacji międzyludzkich. Początkowo pomagali jej w tym stale kłócący się siostrzeńcy – Mirek i Emilia, a także rodzice – typowa dewotka matka oraz niezadowolony ze swojego życia ojciec. Nad nimi wszystkimi panowała jedynie Mela, jednak po czasie udało się to również Wiktorii.

Po powrocie szwagra, który uważał się za wszechwiedzącego i pozbawionego wad, zadecydowali, że nie mogą nadal razem mieszkać ze względu na brak sympatii i niezgodność charakterów. Dzięki spłacie Wiktoria wyprowadziła się do nowego mieszkania wraz ze szczeniakiem labradora. Istotne elementy jej życia stanowiły praca jako nauczycielka klas początkowych oraz próby nawiązania kontaktów damsko-męskich. Znalezienie odpowiedniego partnera, a nawet zwykłego kolegi, okazało się jednak trudniejsze niż myślała. Wielokrotnie przeżywa szok, co utwierdzało ją w przekonaniu, że kobiety i mężczyźni pochodzą z dwóch różnych planet.

Perypetie głównej bohaterki opisane są z ogromnym poczuciem humoru, nawet jeżeli rozgrywają się sytuacje niegodne pozazdroszczenia. Książka zdecydowanie poprawia nastrój i pozwala zapomnieć o bożym świecie. Należy tylko uważać na miejsce, w którym się ją czyta, bowiem podśmiewanie się pod nosem bywa różnie odbierane przez otoczenie (o tym mnie nikt nie ostrzegł!). Ostatnią stronę czyta się z wielkim bólem serca niechętnie rozstając się z Wiktorią i jej życiem. Na szczęście to nie koniec jej losów, ponieważ kontynuację zawiera „Rodzinny park atrakcji”, który z tego miejsca gorąco polecam.

Miejska Biblioteka Publiczna w Bukownie

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


6 − cztery =

Reklama