Pages Navigation Menu

Bieguni Olgi Tokarczuk – recenzja książki

„Bieguni”, czyli nieco o filozofii podróżowania

Niewiele jest w moim odczuciu takich polskich powieściopisarek, które ciągle potrafią zaskakiwać czytelnika czy to formą, stylem, czy samą tematyką kolejnych swoich utworów. Dla mnie jedną z tych niewielu jest Olga Tokarczuk. Zaskakuje mnie właściwie od swej wybitnej powieści nominowanej do literackiej nagrody Nike pt. „Prawiek i inne czasy”. Zadziwiająco odmienny był z kolei nominowany do Nike „Dom dzienny, dom nocny” – utwór niejednolity, stanowiący kompilację różnych form literackich, łączący historie rozgrywające się w różnych czasach, a zarazem dający opis świata snu i jawy. Później w zdumienie pisarka wprawiała uwspółcześnioną historią mityczną „ Anna In w grobowcach świata”, a ostatnio – zdumiewającym, barwnym dziełem zanurzającym nas w świecie osiemnastowiecznej kultury, religii, obyczajowości i odkrywającym historię charyzmatycznego człowieka i jego wędrówki w poszukiwaniu duchowego odrodzenia.

Zwracając uwagę na motyw wędrówki i poszukiwania, chciałbym jednak przypomnieć o wyjątkowej, nie mniej zaskakującej treścią, a zwłaszcza formą powieści Tokarczuk – o „Biegunach”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że „ Bieguni” to nic nowego w twórczości Tokarczuk, a zaledwie pewne rozwinięcie założeń z „Domu dziennego…”, bo stanowi połączenie różnego typu zapisków o odmiennej tematyce, jedynie bardziej przemieszanych, o jeszcze większym zróżnicowaniu gatunkowym, zagęszczonych i wrzuconych do jednej książki. Bo w końcu czego tam niema? Są fragmenty powieści, cudze życiorysy, relacje z podróży autorki, notatki, anegdotki, opowieści zasłyszane, przeczytane. Jest tam np. historia o osobach preparujących zwłoki, jest poruszająca opowieść o Rosjance opiekującej się niepełnosprawnym synem, jest thriller o Polaku, któremu podczas urlopowego wyjazdu na jedną z wysp chorwackich znika żona. A wszystko to posiekane na fragmenty tworzy ciężkostrawną mamałygę ulepioną z – jak sama narratorka stwierdza – tekstów zapisanych „na skrawkach papieru, w notesach, na pocztówkach, na skórze dłoni, na serwetkach, na marginesach książek”. Uważam, że taka opinia byłaby krzywdzącym uproszczeniem.

„Bieguni” to nie tylko jakiś przypadkowy zlepek, swego rodzaju silva rerum, to zaplanowana konstrukcja, w swej formie ściśle odpowiadająca tematowi i zamierzonemu sposobowi widzenia świata. Tokarczuk pisze o podróżach, o nieustannym byciu w drodze i zarazem kreśli wizję współczesnej kultury, swoistą filozofię życia. Tytułowi bieguni to odłam prawosławnych starowierców, którzy uważali, że zło ma największą moc, gdy człowiek stanie w miejscu, a jedynym sposobem ratunku przed złem jest podróż, ruch. Jak wielu mamy dziś biegunów? Wystarczy przyjrzeć się naszemu zabieganiu, wyjazdom służbowym, rodzinnym, emigracji zarobkowej, ciągłemu poszukiwaniu czegoś lepszego, ciekawszego, co nie pozwoli nam się nudzić czy martwić naszą marną kondycją psychiczną. Książka Tokarczuk byłaby więc opowieścią o ludziach podróży, często o nas samych, ale i o tym, że podróżowanie, a dokładniej – odkrywanie i ciekawość świata są głęboko zakorzenione w naszej naturze czy psychice i zarazem mogą stanowić receptę na ból istnienia. Poprzez skomplikowaną formę utworu autorce udało się też chyba pokazać, że to odkrywanie, ciągłe poszukiwanie, to też przedzieranie się przez chaos współczesnego świata, świata wynalazków cywilizacyjnych, natłoku informacji, w którym tak trudno nie być biegunem.

Michał Lisowski

Publiczna Biblioteka Gminnego Centrum Kultury w Polance Wielkiej

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


8 − cztery =

Reklama