Pages Navigation Menu

„Moje marzenie się spełniło” – wywiad z Agatą Polte

„Moje marzenie się spełniło” – wywiad z Agatą Polte

Pod koniec maja ukazała się Twoja debiutancka powieść – To, czego nie widać. Jaki to jest zostać pisarzem? Czujesz, że spełniło się Twoje marzenie?

Jasne, moje marzenie się spełniło, bo odkąd zaczęłam pisać, chciałam zobaczyć swoje nazwisko na okładce książki, na półce w księgarni, usłyszeć, co ktoś inny niż najbliżsi znajomi sądzi właściwie o moim tekście, ale nie jestem przekonana do sformułowania „zostać pisarzem”. Myślę, że zostanie pisarzem wymaga czegoś więcej, niż wydania pierwszej książki i mam nadzieję, że kiedyś to „więcej” osiągnę.

 

A właśnie, to ciekawa kwestia. Kiedy według Ciebie autor zostaje pisarzem? Czym jest to „więcej”, które czyni z autora książki lub nawet książek pisarza?

Nie wiem, czy jest jakaś granica, którą trzeba przekroczyć, by móc powiedzieć „tak, ten człowiek jest już pisarzem”. Chyba byłoby wtedy zbyt łatwo. Moim zdaniem pisarz to po prostu ktoś, kto nie tylko ma na swoim koncie powieść czy kilka powieści, ale przede wszystkim osoba, która bez pisania nie jest w stanie wytrzymać, która po przelaniu swoich pomysłów na papier dociera do wielu czytelników. To coś więcej niż trafienie do kilkunastu osób, które powiedzą parę dobrych słów o książce. Pisarz to ktoś, kto potrafi wywołać tak wiele emocji w tysiącach odbiorców, że o jego książce nie da się przestać myśleć i mówić przez dłuższy czas.

 

A jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?

Zaczynałam od pisania bloga około sześciu lat temu. To był czas, gdy blogi były bardzo popularne, więc pewnego dnia stwierdziłam, że hej, dlaczego by nie założyć swojego. Później odkryłam chomikuj, znalazłam kilka osób, które także publikowały tam swoje teksty, więc postanowiłam spróbować. A że zawsze miałam dużą wyobraźnię i lubiłam spisywać kolejne pomysły, publikowanie ich na tym portalu było świetnym sposobem, by dostać kilka uwag na temat tego, co pisałam.

 

Zadebiutowałaś powieścią dla młodzieży. Dlaczego wybrałaś akurat taki gatunek? Czujesz się w nim najlepiej?

Jeśli mam być szczera to bardzo lubię ten gatunek, ale to nie tak, że czuję się w nim najlepiej. Po prostu miałam pomysł na fabułę i bohaterów, później wyszła z tego powieść, która jako pierwsza została zaakceptowana przez wydawnictwo. Ale chociaż debiutowałam książką młodzieżową, to nie była pierwsza powieść, którą napisałam, wcześniej – z tekstów, które chciałabym kiedyś ujrzeć na papierze – były dwie książki fantasy. To w tym gatunku czuję się najlepiej, daje on o wiele więcej możliwości, wyobraźnia może pracować jak szalona, a ja od dziecka mam słabość do czarownic, wampirów i wilkołaków.

 

A co z jednorożcami?

Nie dyskryminuję żadnej istoty magicznej! (śmiech) Jednorożce także zajmują u mnie specjalne miejsce, chociaż jeszcze nie wymyśliłam świata, w którym mogłyby czuć się wystarczająco dobrze. No i w nim istnieć.

 

Twoja wyobraźnia nie jest wystarczająco szalona?

Cóż, do tej pory nie wykazywała takich oznak. Chociaż kto wie, może mam do tego inny stosunek niż na przykład czytelnicy, którzy będą mogli się o tym przekonać, czytając jakąś moją książkę fantasy.

 

Na okładce Twojego debiutu można przeczytać, że kolejne książki są w przygotowaniu – czy chodzi o te powieści fantasy?

Między innymi o jedną z nich, tak.

 

Nic więcej nie zdradzisz?

Mogę zdradzić, że w pozostałych przypadkach mowa o książkach młodzieżowych.

 

No dobrze, w takim razie nie ciągnę już za język. Porozmawiajmy o Twoim debiucie. W internecie pojawiają się już pierwsze recenzje. Jak je odbierasz?

Jestem jeszcze na etapie, gdy pojawienie się każdej recenzji wywołuje u mnie szybsze bicie serca. Nie wiem, czy kiedyś przyzwyczaję się do tego, że ta historia ujrzała światło dzienne i wypowiada się o niej większa liczba osób. Może kiedyś się to uda, taką mam nadzieję, bo jeśli nie, to niedługo moje serce może wysiąść (śmiech).  Oczywiście jestem bardzo ciekawa tego, jak moja książka zostanie odebrana, więc te recenzje bardzo dobrze mnie o tym informują. Cieszę się, gdy mogę przeczytać kolejne uwagi o tym, jak dany czytelnik zareagował na kolejne wydarzenia i z tego, że niektórzy dodają uwagi, dzięki którym wiem, co na przyszłość poprawić. To bardzo pomaga, a także jest dużą motywacją do dalszego pisania.

 

W jednej z recenzji widziałam, że jej autorka uznała Malwinę, główną bohaterkę książki, za osobę cierpiącą na depresję. Osobiście niczego takiego nie zauważyłam w trakcie lektury. Stąd pytanie: czy Malwina ma depresję? A jeśli nie, nie sądzisz, że to dość zabawne, gdy czytelnicy dostrzegają w książce coś, czego wcale nie starałaś się przekazać?

Zdarzyło się to nawet w więcej niż jednej recenzji, co mnie zaskoczyło. Malwina nie ma depresji, nie starałam się pokazać jej jako osoby, która na nią cierpi. I rzeczywiście, to dość zabawne, choć z drugiej strony wiadomo, że każdy może odebrać coś na swój sposób i nawet jeśli zinterpretuje coś błędnie, to tak już bywa. Bardziej jednak zastanawiała mnie inna kwestia: wiele osób twierdziło, że denerwowało ich niezdecydowanie i bierność Malwiny, ale tylko kilka osób tak naprawdę zrozumiało, że jej zachowanie było spowodowane strachem przed kolejnymi atakami. I że osoba w jej sytuacji nie mogła, nie potrafiła zachowywać się inaczej.

 

Malwina doświadcza przemocy psychicznej ze strony najbliższej osoby – matki. Na szczęście udaje jej się znaleźć przyjaciół, którzy ją rozumieją, ale już to, o czym mówisz, pokazuje, że o to zrozumienie niełatwo. Dziewczyna dobrze się uczy, rówieśnicy mają ją więc za kujona, za „Pannę Idealną”.  Tymczasem okazuje się, że jej rodzinie daleko do ideału…

Dokładnie, jej rodzina tylko z zewnątrz wydaje się być bez skazy. Dlatego To, czego nie widać pokazuje również to – tę sztuczność, to jak ludzie pragną, by postrzegano ich jako osoby wspaniałe, idealne i by im zazdroszczono. Często jest tak też w życiu – rzadko która rodzina jest dokładnie taka, na jaką pozuje. Ale mimo to nadal ciągnie się taka szopka, jak w przypadku Malwiny i jej rodziców, która przynosi tylko więcej negatywnych skutków. Bo co z tego, że Malwina w oczach rówieśników wyglądała jak ideał, skoro nim nie była i nawet nie chciała być przez te wyrzeczenia, których to wymagało?

 

Mało który nastolatek pragnie być idealny, to jednak w znakomitej większości przypadków pragnienie rodziców. A Ty w swojej książce pokazałaś też, szczególnie na przykładzie Białej, przyjaciółki Malwiny, że wcale nie trzeba być idealnym, by być szczęśliwym.

Oczywiście, że nie trzeba! Przede wszystkim do tego, żeby być szczęśliwym, trzeba też być sobą. To może oklepane stwierdzenie, ale przecież tak najzwyczajniej jest. Dlatego przyznam szczerze, że Biała jest moją ulubioną postacią z całej książki. Nigdy nie próbowała udawać kogoś, kim nie jest, zawsze mówiła, co myśli i była zdecydowana, by robić to, co lubi. Na dodatek miała wsparcie najbliższych, czego jej przyjaciółce niestety brakowało.

 

…więc to ona stała się wsparciem dla Malwiny. Niby to wszystko banalne, ale jednak żyjemy w takich czasach, że nie wszystkie nastolatki zdają sobie sprawę, że żeby być szczęśliwym, trzeba przede wszystkim być sobą. I choćby dlatego powinni przeczytać  To, czego nie widać 🙂 Na koniec chciałam Cię zapytać, czy czytasz polskich autorów, a jeśli tak, czy masz jakichś ulubionych?

Jasne, bardzo lubię czytać książki polskich pisarzy. Do moich ulubionych należą Jarosław Grzędowicz, moim zdaniem numer jeden jeśli chodzi o polską fantastykę; ostatnio zaczęłam się też zapoznawać z twórczością Mileny Wójtowicz i chyba zatrzymam się przy niej na dłużej. Poza tym uwielbiam książki Igi Wiśniewskiej, zwłaszcza jej serię o Malice, a także Przeklętą. Jak najbardziej polecam każdego z tych autorów, bo zasługują na uwagę!

 

 

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dziewięć + 1 =

Reklama