Pages Navigation Menu

Katarzyna Ryrych — Żywot pisarza w oparciu o jego książki. Chyba…

Katarzyna Ryrych  — Żywot pisarza w oparciu o jego książki. Chyba…

Zawsze najtrudniej przychodzi mi mówienie o sobie. Najczęściej odpowiadam, że to wszystko można znaleźć w moich książkach. Bo każda z nich w jakimś stopniu jest autobiograficzna.

 

 

 

 

A więc wychowując się bez ojca, jestem po części Bajbarą (Bajdy Bajbary, Wydawnictwo Literatura, 2018), zmyślającą rozmaite historie na jego temat. Bardzo brakowało mi ojca, takiego dla którego byłabym małą księżniczką.

Rolę ojca w moim życiu pełnił Dziadek, który pewnego dnia — miałam wtedy cztery lata — nauczył mnie czytać. Od tego czasu zawsze towarzyszyły mi książki. Umiejętność czytania to był po części mój dziecinny dramat. Zapisano mnie do przedszkola, a kiedy pani odkryła, że umiem czytać, sadzała mnie z książką w czasie tzw. ciszy poobiedniej i kazała czytać. Do ochrypnięcia. Bo moi koledzy i koleżanki robili wszystko, poza słuchaniem.

Po trzech miesiącach tej katorgi zaprotestowałam i oświadczyłam, że już nie pójdę do przedszkola.

W domu zrozumieli. To był dobry, tolerancyjny dom. Dom z fantazją.

Oczywiście nie ominął mnie okres buntu (Koniec świata nr 13, Wydawnictwo Literatura, 2016). Nadszedł czas, kiedy zapragnęłam mieć meblościankę i składany tapczan. Tapczan, kolejna porażka. Miał uroczy garb, dzięki któremu lądowałam albo w dziurze przeznaczonej na pościel, albo… na podłodze. Nie opłacił mi się ten bunt.

Chyba musiałam zacząć pisać. Kiedy w szkole „przerabialiśmy” Krzyżaków, pani od polskiego wpadła na, skądinąd genialny, pomysł i zadała nam nietypowe zadanie: Opisz bitwę pod Grunwaldem oczyma uczestnika. Temat piękny. W moim wypracowaniu rycerze wyrywali sobie gałki oczne, łamali kończyny, brodząc we krwi i wnętrznościach. Opisy bitew u Sapkowskiego to małe miki w porównaniu z tym, co wtedy stworzyłam.

„Ty chyba będziesz pisać książki, Dzikówna” — tak powiedziała pani od polskiego. Wykrakała.

Moja młodość — Denim blue (Wydawnictwo Literatura, 2014). Wcale nie szara i nie tak przaśna, jak by mogło się wydawać. Make love, not war, malowniczo podarte dżinsy, kwiaty we włosach. Zostały włosy i coś z tamtej wolności.

Stan wojenny (to będzie w drugiej części przygód Zygi, bohatera Denim blue) — Wilczek (Wydawnictwo Literatura, 2018). Studenckie strajki, plakatowanie miasta. Została gitara. Ciągle używana,.Najważniejsza dla mnie książka — Król (Wydawnictwo Literatura, 2015). Napisana w niecałe dwa tygodnie (dokładnie to 12 dni). Książka o tym, czego nie chce się widzieć. Trudna. Czemu często w moich książkach bywa trudno?

Bo nie było mi łatwo. I chyba nadal nie jest. Może z tego powodu, że zawsze byłam inna. Nadwrażliwa. Wszystko na wierzchu, jak jabłko obrane ze skórki.

Zaliczona obowiązkowa i jakże modna depresja. Nie ma w niej niczego fascynującego. Walka o wstanie z łóżka, o zaliczenie — twórcze — kolejnego dnia. Da się bez piguł.

No to prosta droga do Jasnych dni, ciemnych dni (Wydawnictwo Literatura, 2017).

Próba zajrzenia w historię. Tylko dla Twoich oczu (Wydawnictwo Literatura, 2017). W moim przypadku garb to nadwrażliwość, cena, którą się płaci za taki, a nie inny sposób postrzegania świata. Tylko na ten garb to nawet kat-filozof nie poradzi. Trzeba targać.

A może właśnie tam siedzą kolejne, jeszcze nienapisane książki.

To jeszcze opiszę niewydane. Czyli Pana Apotekera. Częściowo ja w nowej odsłonie, czyli także jako ilustrator. Mój hołd człowieczeństwu, które ostatnimi czasy zanika, albo inaczej — schodzi do podziemia. Opowieść o zachowaniu człowieczeństwa, o woli życia. Naprawdę, chodzi nie tylko o Tadeusza Pankiewicza z Apteki Pod Orłem.

Ale nie tylko dla dzieci (dla nich pisze się najtrudniej) i młodzieży. Zginęła mi sosna (Wydawnictwo MG, 2017), Życie motyli (Wydawnictwo Literackie, 2017).

Tercet prowincjonalny, po który trzeba wejść Piętro Wyżej (Wydawnictwo Literatura Piętro Wyżej, 2018). Ktoś powiedział, że małe miasteczka są miłe i urocze?

A guzik.

Naoglądaliśmy się Przystanku Alaska i Rancza.

A rzeczywistość skrzeczy.

Tę książkę powinnam zadedykować mojej byłej dyrektorce z czasów, kiedy pracowałam w gimnazjum. Kiedy po rocznym urlopie dla poratowania zdrowia dowiedziałam się, ze nie mam już etatu, i pocieszono mnie, że mam talent, więc pewnie napiszę drugiego Harry’ego Pottera i zostanę drugą Joanne K. Rowling, stwierdziłam, że w takim razie będę pierwszą Ryrych. I tego się trzymam.

To taki żart, oczywiście.

Naprawdę ciężka artyleria jest na pulpicie. Ale trzeba czasu, żeby dokończyć.

Marzenie największe — żeby nigdy mi nie odbiło. Żadnej wody sodowej.

Z trudem przychodzi mi określenie „jestem pisarką”. Jeśli już to „piszę książki”.

I żeby mi tak zostało.

Wspomniałam mój dom rodzinny. Takich domów już chyba nie ma. Bo jeśli babcia nie gniewa się o to, że jej satynowy szlafrok w żółto-czarne pasy pocięto i zrobiono z niego tygryska…? Chyba będę taką babcią, jak się doczekam wnuków.

Moja matka, z którą bawiłyśmy się w teatr.

I wszystko inaczej niż w domach moich koleżanek. Tak, to musiało się w ten sposób skończyć.

Zwierzęta — były zawsze. Psy, koty, pewnego razu nawet sowa. Nie wyobrażam sobie domu bez książek i zwierząt. W każdej mojej książce jest jakiś futrzak. Życie — pobudka przed szóstą, czasem wcześniej. Kawa, spacer z psem, pisanie. Nie ma weekendu.

Kiedy jadę na spotkanie autorskie, piszę w pociągu lub w hotelowym pokoju. Czyli moja praca jedzie ze mną.

Marzenie — coś własnego. Może niewielki dom, może mieszkanie. Pewnie tak będzie, bo jestem uparta.

Ludzie — nie zrażam się, choć powinnam.

Najbardziej dumna — z moich Synów.

Szczęście — mieć obok siebie kogoś, kto zawsze poda kawę, wyrwie pierwszą wersję książki, wstawi kropki, przecinki i ogonki, i będzie dzielić wszystko, to smutne i to wesołe.

Najważniejszy — mądry Wydawca. Przyjazny, otwarty. Do takich mam szczęście. Więc chyba niczego mi nie brakuje?

 

Twoja Księgarnia

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ 7 = osiem

Reklama