Pages Navigation Menu

Wywiad z Małgorzatą i Michałem Kuźmińskimi

Wywiad z Małgorzatą i Michałem Kuźmińskimi

Wywiad z Małgorzatą i Michałem Kuźmińskimi, autorami powieści kryminalnych, w tym bestsellerowej „Ślebody”.

Jesteście chyba jednym z niewielu duetów pisarskich w Polsce. Jak wygląda pisanie we dwójkę? Czy dzielicie się zadaniami przy pisaniu powieści? Czy zdarzają Wam się konflikty?

Bardzo często nasze wspólne pisanie spotyka się ze zdziwieniem: jak to w ogóle możliwe? Dla nas wspólne pisanie jest bardzo twórczym procesem. Od samego początku, od momentu wymyślania intrygi, pomysłów powstaje – jako że jest nas dwoje – dwa razy więcej. A pomysły jednego z nas natychmiast konfrontują się z opinią i innymi pomysłami drugiej strony. I to jest zwykle ten moment, w którym zdarzają nam się konflikty, bo ścierają się różne wizje. Czasami trudno się z własnym pomysłem rozstać, więc pojawiają się emocje.

Ale gdy mamy ten etap już za sobą, wspólna praca nad książką przebiega zadziwiająco harmonijnie. Mamy plan, wiemy, co się będzie działo w naszej książce, teraz jest czas na wypełnianie tego szkieletu treścią. Nie dzielimy się z góry zadaniami, nie wyznaczamy sobie wątków, postaci, rozdziałów, nie określamy sobie żadnych “przydziałów” liczby napisanych znaków. Po prostu raz pisze jedno z nas, potem to drugie czyta, redaguje, czasem coś dopisze, zmieni. I tak na zmianę. Oczywiście, zdarza się, że jedno z nas skupia się na jednym wątku bardziej niż na innym, ale dzieje się to naturalnie – bo przecież też mamy swoje doświadczenia, obszary na których znamy się lepiej, albo w których czujemy się lepiej.

Pisanie jest bardzo absorbujące, angażuje, wypełnia czas, dlatego nie wyobrażamy sobie, żeby tylko jedno z nas miało pisać. Pisanie jest dla nas po prostu elementem wspólnego życia. Przeżywamy to pisanie razem, wspieramy się, uzupełniamy, motywujemy. Gdyby nie fakt, że robimy to razem, to nie robilibyśmy tego wcale.

Który ze współczesnych pisarzy Was inspiruje? Czy Wasze gusta literackie są zbieżne?

Pochłaniamy olbrzymie ilości książek – popularnonaukowych, literatury faktu, literatury pięknej. Czytamy też oczywiście kryminały – żeby wiedzieć, co w trawie piszczy i gdzie zmierza ten gatunek. Oraz, rzecz jasna, dla przyjemności. Dla naszego pisania ważnym odkryciem, które wciąż inspiruje, jest kryminalna literatura skandynawska. Dlaczego? Kryminały skandynawskie pokazały, że literatura kryminalna może być czymś więcej niż opowieścią o tropieniu mordercy, że może świetnie służyć do pokazywania społecznego tła, eksplorowania mrocznych stron współczesnego świata, śledzenia przemian, stawiania ważnych pytań.

Literatura skandynawska wyzwoliła też kryminał z chandlerowskiego kostiumu, przełamała sztywniejącą konwencję, otworzyła na lokalność. Specyficzna dla danego regionu ludzka mentalność, zawiłości etniczne, trudna wojenna historia, wpływ otoczenia naturalnego, klimatu, prowincjonalny rytm życia – to wszystko ma znaczenie dla intrygi kryminalnej. Konteksty te sprawiają też, że kryminał to już nie literatura wagonowa czy zgrabna łamigłówka, lecz świetne narzędzie do obserwowania rzeczywistości, portretowania społeczności ludzkich w momencie dramatu, kryzysu – a takim kryzysowym wydarzeniem jest zbrodnia. Dzięki pisarzom z północy gatunek kryminalny wyewoluował, dojrzał – pokazali oni, że w obrębie popularnego gatunku też mogą powstawać książki, o których nie zapomina się natychmiast po odłożeniu na półkę. To ważne lekcje kryminału skandynawskiego, które staraliśmy się odrobić. Nasze gusta literackie są bardzo szerokie, generalnie zbieżne, chociaż czasem odmienne. Ale to właśnie dzięki zderzeniom tych różnic możemy uczyć się od siebie nawzajem i siebie nawzajem inspirować.

Przeżywamy teraz boom na polskie kryminały. Czy macie swoich ulubionych polskich pisarzy kryminałów?

Bardzo nas cieszy popularność, którą zyskuje kryminał wśród polskich czytelników i autorów. Kiedyś, gdy polski kryminał dopiero raczkował, staraliśmy się czytać wszystko, co pojawiało się na rynku. Dzisiaj jest to już w zasadzie niewykonalne – publikowane są setki tytułów zarówno autorów starszych, uznanych, jak i tych młodych, debiutujących. Nie jesteśmy w stanie czytać wszystkiego, musimy wybierać i staramy się w tej szerokiej ofercie wynajdywać rzeczy idące troszkę pod prąd, eksplorujące ciekawe pogranicza, przełamujące schematy.

Polski kryminał ma olbrzymi potencjał, który tkwi w jego lokalności. Polacy pokochali kryminały, swojego kryminału doczekały się prawie wszystkie większe polskie miasta. Nawet prowincja nie jest kryminalnie zaniedbana. Mamy kryminały retro dziejące się w czasach przedwojennych, w czasie wojny, w czasach stalinizmu, w PRLu, współcześnie. Ten trend bardzo nam się podoba.

Macie już na koncie powieści retro. Co było impulsem do zwrotu ku współczesności?

Napisaliśmy dwie powieści retro i nie wykluczamy, że kiedyś napiszemy trzecią – historia Rebeki i Romanowa domaga się domknięcia. Może kiedyś przyjdzie dobry moment, żeby do naszych bohaterów z przedwojennego i powojennego Krakowa powrócić. Nie żegnamy się też z wątkami historycznymi – w “Ślebodzie” znajdują się obszerne retrospekcje z czasów II wojny światowej, a wątek rozliczenia z Goralenvolkiem jest osią fabuły. Przeszłość definiuje, kim jesteśmy, nie sposób się od niej uwolnić, bywa dziedzictwem, skarbem, ale może też być brzemieniem, trupem w szafie. Jest to doskonałą siłą napędową dla kryminału. Dlatego zawsze będzie dla niej miejsce w naszych książkach.
Ale “dawno, dawno temu” nie może być równocześnie “tu i teraz”. My tymczasem szukaliśmy sposobów na to, jak przeszłość mocno odnieść do teraźniejszości. Dlatego postanowiliśmy w naszej nowej książce przenieść się nie w czasie, lecz w przestrzeni. Wybraliśmy się w podróż na Podhale, którego zarówno historia, jak i współczesność, są niezwykle interesujące. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego, popatrzeć na przeszłość z perspektywy współczesności, zadać sobie pytania o to, jaki jest nasz stosunek do niej, czy wydarzenia z odległej przeszłości – jak góralska kolaboracja z Niemcami w czasie wojny – mają jeszcze jakikolwiek wpływ na nas, u początku XXI wieku? Jak przeszłość odciska się w kulturze, również tej współczesnej? Czy to przeszłość definiuje teraźniejszość, czy teraźniejszość interpretuje przeszłość, czy może i jedno, i drugie?

Akcja „Ślebody” rozgrywa się na Podhalu, a przedstawiony w niej obraz góralszczyzny jest daleki od ideału. Celnie ukazujecie problemy, które może sami górale woleliby ukryć. Nie baliście się reakcji Podhala? Jak czytelnicy reagują na tę książkę?

Znając stereotypy o góralach, momentami wyobrażaliśmy sobie, że wyciągając góralskie trupy z szafy i eksplorując trudną współczesność, możemy się narazić. Ciekawi byliśmy reakcji Podhala i czekaliśmy na nią. Pisaliśmy z pełną świadomością, że dla górali jesteśmy “niepilcami” – obcymi, którzy góralską rzeczywistość obserwują z zewnątrz. Właśnie tak ustawiliśmy perspektywę naszych głównych bohaterów: oni też nie są góralami, na Podhale patrzą z zewnątrz. Taka perspektywa pozwala patrzeć jednocześnie z sympatią, fascynacją, ale też krytycznie. A chcieliśmy, żeby ten obraz był prawdziwy – nie polukrowany, ale też bez taniej sensacji i łatwego narzekania na wszystko.

Co się jednak okazało? “Góral to cłek niepojęty” – mówi w książce stara góralka Babońka – i ma rację. Okazało się, że górale książkę przyjmują bardzo dobrze, doceniają warstwę etnograficzną , w tym między innymi użycie gwary góralskiej, zniuansowany obraz współczesności, barwne postacie górali, nawiązania do historii. Dla nas to informacja, że udało nam się stworzyć obraz Podhala, który jest przekonujący dla jego mieszkańców. Górale potrafią spojrzeć na siebie z dystansem i przyznają, że nie mijamy się z rzeczywistością, nawet gdy jesteśmy wobec Podhala krytyczni.

W „Ślebodzie” świetnie wykorzystana została gwara góralska, poruszacie też trudniejsze tematy, jak Goralenvolk, o którym niewiele osób wie coś więcej. Jak zbieraliście materiały do powieści?

„Śleboda” powstawała cztery lata i dużą część tego czasu zajął research. Zakopaliśmy się w książkach, ale jako “niepilce” mieliśmy do niektórych obszarów góralszczyzny dostęp utrudniony. Tutaj jednak pomogli nam nasi niezastąpieni informatorzy, którzy poświęcili nam długie godziny, cierpliwie wprowadzając nas w zawiłości góralskiej mentalności, kultury, wreszcie gwary. Historia Goralenvolku, chociaż powszechnie niezbyt dobrze znana, została dokładnie opracowana w książce Wojciecha Szatkowskiego “Goralenvolk – historia zdrady”. Sięgnęliśmy też do akt procesów członków Goralenvolku zgromadzonych w IPN. Wielokrotnie jeździliśmy na Podhale, wędrowaliśmy tatrzańskimi szlakami, odwiedzaliśmy opisane w książce miejsca. Najwięcej kłopotu sprawiła nam góralska gwara, którą musieliśmy rozszyfrować jak język obcy i to przy stosunkowo skromnych “pomocach naukowych”. Praca nad fragmentami pisanymi gwarą była momentami wręcz jubilerska. Konsultowaliśmy je potem z naszymi informatorami, czytał je też na etapie redakcji książki językoznawca. Dlatego ogromną satysfakcję sprawia nam fakt, że górale dobrze ocenili efekty naszej pracy – wysiłek się opłacił!

Anka i Sebastian, bohaterowie „Ślebody” mają takie same zawody jak Wy – antropolog kultury i dziennikarz. Czy te postaci przejęły jeszcze jakieś Wasze cechy?

Anka i Bastian to postacie literackie, są od początku do końca owocem naszej kreacji. Ich zawody – antropolog kultury i dziennikarz – są ważne z punktu widzenia fabuły. Dziennikarz ma prawo i narzędzia do prowadzenia dziennikarskiego śledztwa, może pytać, drążyć i wie, jak to robić. Antropolog kultury dysponuje wiedzą, która pomaga interpretować to, czego dowiedział się dziennikarz, potrafi też dotrzeć do ludzi, zna konteksty i potrafi znaleźć drugie dno. Zależało nam również, by głównymi śledczymi byli nie-policjanci – antropolog i dzienniarz idealnie pasowali nam do tej roli. Nasze doświadczenia zawodowe pozwalają nam swobodnie posługiwać się warsztatem dziennikarza czy antropologa kultury, jest nam po prostu łatwiej stworzyć przekonujący obraz ich działań. Ale jeśli chodzi o rysy psychologiczne, to są to zupełnie autonomiczne postacie.

Czy macie w planach dalsze śledztwa Anki i Sebastiana?

Oczywiście. Nie zdradzamy póki co, gdzie tym razem zaniesie naszych bohaterów, ale będzie to znowu region o ciekawej i nieoczywistej historii. Zapraszamy do śledzenia losów Anki i Bastiana w kolejnych książkach.

Małgorzata Fugiel-Kuźmińska jest z wykształcenia i zamiłowania antropologiem kultury. Zawodowo zajmuje się zarządzaniem projektami.

Michał Kuźmiński to dziennikarz i redaktor „Tygodnika Powszechnego”, autor tekstów piosenek i bloger. Wspólnie napisali trzy powieści sensacyjno-kryminalne: Sekret Kroke (2009) i Klątwa Konstantyna (2011) oraz Śleboda (2015). Za pierwszą z nich zostali nominowani do Nagrody Wielkiego Kalibru.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× 2 = cztery

Reklama