Pages Navigation Menu

Po omacku po współczesnej Polsce – wywiad z Wojciechem Dutką

Po omacku po współczesnej Polsce – wywiad z Wojciechem Dutką

Wojciech Dutka brawurowo łączy swoje historyczne wykształcenie z pasją powieściopisarza. Do tej pory jego książki lawirowały wokół różnych okresów historycznych – od starożytnego Egiptu poprzez wyprawy krzyżowe aż do II wojny światowej. W swojej pracy autor łączy fakty z fikcją, umieszcza bohaterów w centrum wydarzeń, a także stawia duży nacisk na rozwój i działanie swoich postaci. Jego sztandarową powieścią jest Czerń i purpura – inspirowana autentycznymi wydarzeniami historia miłości młodej Żydówki i SS-mana. Impulsem do powstania poniższego wywiadu pozostaje natomiast najnowsza książka Wojciecha Dutki – Lunatyk. Nowy kryminał to intryga rozgrywająca się na przestrzeni dwóch rzeczywistości – peerelowskiej i tej współczesnej. Max Kwietniewski, nowojorski czarnoskóry detektyw o polskim pochodzeniu, musi stawić czoła swojej przeszłości – wraca do kraju, by wypełnić zlecenie i odnaleźć zaginionego człowieka. Zostaje zmuszony do zanurzenia się w typowe polskie bagno polityczne – pełne skandali, tajemnic, kłamstw i zdrad.

Polski rynek literacki kryminałem i zbrodnią stoi – to fakt. Lunatyk pojawia się jako zupełna nowość obok takich mocnych nazwisk jak m.in. Katarzyna Bonda, Zygmunt Miłoszewski czy Remigiusz Mróz. Czym Pańska powieść różni się od tamtych? Co stanowi o jej oryginalności i może stanowić w przyszłości o rozpoznawalności Pańskiej autorskiej serii?

Każdy z wymienionych przez Panią pisarzy stworzył własnych rozpoznawalnych bohaterów. Miłoszewski, Bonda, Mróz są znanymi i uznanymi twórcami gatunku powieści sensacyjnej. Jest jednak cecha wspólna stworzonych przez nich bohaterów. Wszyscy oni, niezależnie od tego, czy wykonują profesję prokuratora, technika kryminalnego, policjanta, są stąd. To znaczy, że są immanentnie polscy. Wcale nie uważam, że nowym wkładem do powieści sensacyjnej jest perspektywa innej profesji związanej z tropieniem zbrodni. Ja chcę zaproponować coś innego – kryminał polski, który nie jest tylko kryminałem, ale też thrillerem politycznym, z wątkiem historycznym. Marzę o stworzeniu czegoś tak uniwersalnego jak seria Millenium Steiga Larssona. Jest to przecież mit fundamentalny współczesnej Szwecji. Ja proponuję kogoś, kto przekracza ramy naszego polskiego świata. Przyzwyczailiśmy się za bardzo, że o polskich obsesjach, demonach i zaszłościach historycznych może mówić tylko Polak. Ja uważam, że nie tylko. Max Kwietniewski jest Nowojorczykiem, po matce Polakiem, ale jest też Afroamerykaninem, co w zetknięciu z polską rzeczywistością, wcale nie otwartą, nieść może różne konsekwencje narracyjne w kształtowaniu mojego bohatera. Taki, a nie inny bohater umożliwił mi próbę literackiej trawestacji polskiej rzeczywistości, zarówno współczesnej, jak i bliskiej historii, z perspektywy kogoś kto jest z zewnątrz. Zawsze uważałem, że można napisać jeszcze jedną książkę sensacyjną, ponieważ kryminał i powieść sensacyjna – tutaj zgadzam się z Zygmuntem Miłoszewskim – musi stanowić o rzeczywistości kraju, w którym się rozgrywa. Inaczej rzecz ujmując współczesny kryminał musi być zanurzony w próbie społecznej i historycznej diagnozy w najgłębszej sterującej warstwie narracyjnej. Ja jestem historykiem historiografii i wiem, że świat wykreowany jest narracją, a każda narracja składa się z kilku warstw, w tym tej najgłębszej, którą można odczytać nie wprost, a poprzez „czytanie między wierszami”. Ja mam do zaproponowania coś nowego, ponieważ łączę w udany sposób perspektywę profesjonalnego historyka i powieściopisarza. Lubię łączyć różne gatunki, sprawnie poruszam się w konwencji, którą znam, lubię i mogę swobodnie tworzyć. Max Kwietniewski jest pierwszym czarnoskórym bohaterem polskiej powieści pop i myślę, że jest to cel zamierzony. Właśnie ta perspektywa immamentna INNOŚĆ Maxa stanowi o jego oryginalności, ponieważ jako osoba z innego, fascynującego kręgu kulturowego ma zupełnie nowe podejście do polskich spraw, tym samym myślę, że znalazłem sposób, by mówić o sprawach polskich w sposób całkowicie zrozumiały dla kogoś, kto nie jest stąd.

Lunatyk to pierwsza powieść kryminalna rozgrywająca się głównie we współczesności i nie tak dalekiej przeszłości, wciąż dziś rozbrzmiewającej w przestrzeni publicznej głośnym echem. Jak bardzo, jeśli w ogóle, różni się proces pisania współczesnego kryminału od przygotowań powieści historycznych, od których jest Pan specjalistą? Czy było to trudne zadanie – zmienić orientację i punkt ciężkości z tła historycznego na suspens, zagadkę i intrygę?

Z całym szacunkiem Lunatyk nie jest pierwszą powieścią, którą określiłbym mianem sensacyjnej. W 2007 roku, w tym samym, w którym Miłoszewski dostał nagrodę Wielkiego Kalibru za Uwikłanie, wydałem nakładem wydawnictwa Albatros powieść Taniec Szarańczy, która opowiadała w dwu osiach czasowych o sprawie Czerwonej Orkiestry i Leopolda Treppera. Łukasz Orbitowski napisał wtedy bardzo ciekawą recenzję tej książki, wciąż dostępną w Internecie.

LUNATYK jest w tym sensie debiutem, bo jest to powieść sensacyjna bardzo współczesna, w której wątek historyczny odgrywa pewną określoną, ale wcale nie pierwszoplanowa rolę. Myślę, że proces pracy nad powieścią jest w moim przypadku bardzo podobny. Historia jest wielką pasją mojego życia, nigdy nie zaspokojoną i nie wypełnioną miłością, której zawsze i w sposób maksymalnie nienasycony będę pożądał. Historia jest mi dana, ponieważ studiując historię cały czas – wciąż się jej uczę, na nowo pochłaniając historiografię – dzięki temu bardzo swobodnie poruszam się po wszystkich epokach historycznych. Co jest elementem kształtującym mój model powieści historycznej jest suspens. Ja rozumiem ów termin za profesorem Jackiem Dąbałą z Lublina – autorem pierwszej bardzo ciekawej habilitacji polskiej dotyczącej problemów creative writing – jako stan nieznośnego dla czytelnika napięcia, oczekiwania na to, co się stanie. Stąd wszystkie moje powieści historyczne są sensacyjne, może za wyjątkiem CZERNI I PURPURY, gdzie odnoszę się do autentycznej historii, jaka zdarzyła się w obozie Auschwitz między Franzem Wunschem i Heleną Citronovą. Ta książka ma wciąż swoich czytelników, dostaję od różnych ludzi e-maile. Ta książka bardzo poruszyła polskich czytelników. Udała mi się w niej rzecz naprawdę oryginalna – opowiedziałem Holokaust w perspektywie współczesnej powieści opartej o wielkie oksymoroniczne przeciwieństwo, miłości kata do ofiary. Dziś wiem, że zadbałem o szczegóły i nie zbanalizowałem Holokaustu, co można zobaczyć w innych książkach, z wątkiem romansowym. Czy zmieniłem orientację? Nie, Jestem trwale i w sposób pełny oddany gatunkowi literackiego popu i myślę, że stał się on uprawnionym środkiem artykulacji współczesności.

Na swoim blogu pisze Pan, że tym, co łączy zawód historyka i powieściopisarza jest człowiek. Jaki jest człowiek w Lunatyku? Prowadzi Pan wielu różnych bohaterów, z różnych środowisk, różnych profesji oraz przekonań, borykających się z różnymi problemami. Mamy agentów SB, dziennikarzy, agentów śledczych, księży, intelektualistów czy polityków. Czy dzisiaj – proszę odpowiedzieć i jako historyk, i powieściopisarz – można w ogóle pokusić się o jakąś diagnozę społeczeństwa? Czy jednak jest ono zbyt rozproszone? A może taka współczesna powieść możliwa jest wyłącznie z różnych wyizolowanych punktów widzenia? Jak to jest w Pańskiej książce?

Na pytania o kondycję polskiego społeczeństwa próbowali odpowiadać już wielcy naukowcy, socjolodzy, psycholodzy i różnej maści politycy. Ja nigdy nie rościłem sobie pretensji do bycia tym, kto ocenia. Lubię wprowadzony przez Hansa Georga Gadamera podział na historyków-tłumaczy i historyków-prawodawców. Ta metafora odnosi się do tego, jak historycy formułują swoje sądy. Historyk-tłumacz nie osądza, nie daje ostatecznych, narzucających wniosków, co robi historyk-prawodawca. Ja staram się, uczę się być historykiem-tłumaczem. Chce rozumieć mechanizmy władzy, zbrodni, lub decyzji politycznych. Myślę, że ów podział z powodzeniem można zastosować na gruncie literatury pop, która ma ambicje większe niż rozrywka. We wszystkich moich powieściach historycznych starałem się przemycić jakąś jedną ideę, którą można rozumieć na wyższym poziomie. Krew Faraonów jest metaforą władzy i tego jak negatywnie zmienia ona ludzi, którzy sięgają jej szczytów. Bractwo Mandylionu jest metaforą religii, która nie powinna służyć polityce ani być wykorzystywana do żadnych innych celów poza nią samą, wtedy bowiem religia przestaje być religią. Czerń i Purpura jest opowieścią o miłości niemożliwej, o granicy, za jaką każdy człowiek – w myśl teorii prof. Zimbardo – może stać się bestią i jaka jest cena odkupienia Zła. Dlatego nie pokuszę się o diagnozę społeczeństwa współczesnej Polski. Ja bardziej NIE WIEM, niż wiem na pewno.

Max Kwietniewski zderza się  – nie z polskim społeczeństwem – w powieści Lunatyk, ale ze swojskimi polskimi mechanizmami władzy i sitwy, jaka w latach 1990-tych stała za wieloma problemami społeczno-politycznymi w naszym kraju. Lunatyk jest przewrotną opowieścią o Polsce, pisaną z perspektywy osoby, która jest poza Polską i musi się jej nauczyć. W najgłębszej, sterującej warstwie narracyjnej moja diagnoza jest pesymistyczna. Max mierzy się z zakłamaniem polskich polityków, wielkich rekinów finansjery. Styk świata polityki i biznesu zawsze rodzi i będzie rodziła patologiczne powiązania. Pod tym względem Lunatyk jest kryminałem zanurzonym w bliskiej historii – końca PRL, początków III RP oraz czasów nam współczesnych.

Myślę też, że przeszedłem długą drogę – pierwszych pięć powieści wydanych przez znakomite wydawnictwo Albatros nie dotyczyło historii Polski, czy spraw typowo polskich. Dopiero w szóstej książce zdecydowałem się na to. To też świadczy o tym, że Polska jest trudna, czasami do bólu bezlitosna, straszna, ale to jest moje miejsce na ziemi, mój kraj i kocham go takim, jaki jest. Max Kwietniewski będzie z Polską się zmagał, ale w końcu to też jest część jego tożsamości.

Kontynuując wątek spotkania historii i fikcji literackiej – w jak dużym stopniu przeszłość wpływa na teraźniejszość. Czytając Pańską powieść, miałam gdzieś z tyłu głowy słowa nauczyciela historii, że historia jest jak drzewo: każda gałąź wyrasta z jakichś korzeni. Mam tu na myśli zarówno wymiar powieści bardziej polityczny – przykładowo jak działania SB wpłynęły na kształt dzisiejszej sytuacji – jak i prywatny: w końcu każdy z Pańskich bohaterów boryka się jakoś z przeszłością. Max ze śmiercią żony, Andrzej z grzechami ojca, a Morawski z własnymi. A co z Wiśniakiem? Czy przeszłość wpłynęła jakoś na niego?

Zacznijmy od tego, że o historię w naszym kraju wszyscy się kłócą, nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, o co toczą dyskurs. W odczuciu powszechnym historia jest tym, co się zdarzyło, tym, co się dokonało, a tymczasem jest to refleksja pierwsza. Rzymianie nazwali by to Res gestae. A tymczasem jedyna historia, jaka naprawdę istnieje, to refleksja druga – historia rerum gestarum, to opis tego, co się zdarzyło. Można rozumieć to profesjonalnie jako historiografię, albo szerzej jako próbę pisania, spierania się o historię w publicystycznym ujęciu. W powieści sensacyjnej pociąga mnie bardzo narracja mozaikowa, układanka składająca się z pozoru nieprzystawalnych do siebie części. Bohater kryminału je składa, a zarazem zanurza się w rzeczywistości wykreowanej przeze mnie. I tu jest miejsce na powiązania historii, czyli refleksji o przeszłości z powieścią sensacyjną. Jestem zwolennikiem tezy, że świat w jakim przyszło nam żyć jest wynikiem tego, co się stało. Jest więc naznaczony przez historię, uwarunkowany przez setki lat procesów historycznych. Tak więc bohaterowie moich książek – podkreślam, proszę nie rozłączać powieści historycznych i sensacyjnych – są uwarunkowani historią, uwikłani w nią, wczepieni w trudne ludzkie wybory rozgrywające się na szerokim historycznym tle. To prawda, że każdy z bohaterów Lunatyka ma swoją mroczną przeszłość. Każdy skrywa prawdę, ucieka od niej. Ale używając słów Józefa Mackiewicza, że jedynie prawda jest ciekawa, Max Kwietniewski chce się zmierzyć z prawdą, obojętnie jak bardzo byłaby przerażająca. Ta prawda jest obciążeniem fikcyjnego arcybiskupa uwikłanego we współprace z SB, a także innych osób. Ojciec Moniki, żony Maksa tez był tajnym współpracownikiem tajnej komunistycznej policji. Pyta mnie Pani o Wiśniaka. Konstruując powieść zawsze staram się zachować klasyczny podział na protagonistę i antagonistę. Rozpisując powieść Wiśniaka, wyobraziłem go sobie jako typowego przedstawiciela partyjnej elity lat siedemdziesiątych, technokratę z czasów Gierka, który ustrój socjalistyczny traktował jako drogę do kariery. Nie ma w nim żadnej ideowości. Jest pragnienie władzy. Starałem się go niuansować: jest zdolny do każdego okrucieństwa, ale zarazem potrafi wyratować z opresji katowaną przez kagiebowca prostytutkę. To jest jedyny człowiek w powieści, który nie chce mieć żadnych powiązań z przeszłością, chce od niej uciec, zapomnieć, odciąć się. To jego przeszłość jest historią Lunatyka.

Pisał Pan również, że wybrał model powieści do opowiedzenia o historii. Jako historyk i jako licealny nauczyciel, czy sądzi Pan, że medium powieści popularnej jest dobrym narzędziem do edukowania, rozmawiania o sprawach współczesnej polityki i współczesnego społeczeństwa? Lunatyk opowiada też po trosze historię demaskowania grzechów Kościoła katolickiego za czasów PRL-u. Czy taka strategia mogłaby posłużyć pewnego rodzaju terapii naszego społeczeństwa? Czy da się przez takie medium nie tylko diagnozować, lecz także nauczać, uświadamiać?

Dramat historii polega na tym, że cycerońska maksyma Historae magistra vita Est, mówiąca o tym, że historia jako nauczycielka życia to postulat nie do spełnienia. Nie wierzę też w misyjną rolę literatury. Jednak współczesna powieść pop może mieć także walory edukacyjne, poznawcze. Myślę, że powieść sensacyjna może mówić w sensie metaforycznym o naszej rzeczywistości, tylko pisarz musi wiedzieć, jak się do niego zabrać. Jeśli czytelnicy ocenią Lunatyka jako powieść demaskatorską, to cała przyjemność po mojej stronie.  Nikogo w powieści nie oszczędziłem. Fikcyjny arcybiskup to jedna strona, proszę pamiętać, że bohaterem jest też ks. Andrzej – zamordowany przez byłych esbeków. O grzechach i zasługach Kościoła Katolickiego w Polsce wypowiadać się nie będę i nie czuję się w żaden sposób uprawniony do tego. Każdy ma rozum i wolną wolę, może oceniać sam. Ja nie roszczę sobie pretensji do opowiedzenia na nowo najnowszej historii Polski w mojej książce. Proszę mieć na uwadze, że to jest wielowątkowa powieść sensacyjna.

Na koniec chciałabym zapytać, jakie ma Pan plany co do postaci Maxa Kwietniewskiego? Czy Lunatyk zaplanowany jest na dłuższą serię, czy to koniec przygód tego bohatera? Czy, tak zupełnie prywatnie, odnalazł się Pan w gatunku kryminału i może planuje Pan zupełnie inną książkę?

Zdecydowanie tak. Mogę dziś powiedzieć, że Maks Kwietniewski wróci. Na okładce jest krótka informacja. Wrócą też inne postacie z „Lunatyka”, między innymi dziennikarka Agata Wróblewska. Mogę jedynie powiedzieć, że w drugiej części poznamy też jej historię, a Max znów będzie musiał zmierzyć się z dawnymi upiorami miasta nad Wisłą. Warszawa i jej historia jest naprawdę fascynującym polem dla pisarza. To prawda, że moją sztandarową i najważniejsza książką jest CZERŃ I PURPURA, a Max Kwietniewski jest zaplanowany na trylogię. Ale mam na uwadze też powieści historyczne, między innymi znów starożytność, ale trochę inaczej niż w Kartagińskim ostrzu. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Ja jestem wciąż głodny pisania.

O autorze

Wojciech Dutka (ur. 1979). Zodiakalny Byk, osobnik uparty, niepoprawny pesymista, czyli racjonalny optymista. Absolwent historii i podyplomowego studium dziennikarstwa. Wolontariusz, dziennikarz radiowy, były pracownik uczelni medycznej, konsultant do spraw europejskich programów badawczych, ostatnio nauczyciel historii. Zajmuje się polską historiografią przełomu XIX i XX wieku; publikował w renomowanych czasopismach naukowych: „Przeglądzie Historycznym”, „Czasach Nowożytnych”, „Klio”, „Kwartalniku Historii Żydów”, „Przeglądzie Humanistycznym” i „Roczniku Historii Prasy Polskiej”. Współautor pracy o historii polskiego plakatu medycznego, nagrodzonej przez ministra zdrowia w 2011. Autor opowiadań, tomu poezji oraz czterech powieści historycznych: Krew faraonów, Bractwo Mandylionu, Taniec szanańczy i Czerń i purpura. Jest wielbicielem niemieckiego kina, chilijskiego wina i samotnych wędrówek po górach.

Lunatyk

Kraków, 1986

Oficer SB Kazimierz Wiśniak zostaje oddelegowany na spotkanie z grupą oficerów tajnych służb radzieckich i enerdowskich, którzy zajmują się operacją Lunatyk. Pod pozorem powołania wielkiego banku na zachodzie komuniści przygotowują sobie grunt pod przetrwanie. Trwa pierestrojka i system komunistyczny chwieje się w posadach. Po przejściu tajnego szkolenia w Związku Radzieckim Wiśniak wyjeżdża do Nigerii. W kraju pozostawia jednak niezamknięte sprawy… A te komplikują się jeszcze bardziej, gdy Wiśniak przez przypadek zabija w Stambule radzieckiego oficera…

Nowy Jork, 2014 – czarnoskóry detektyw polskiego pochodzenia (po matce), Maks Kwietniewski, otrzymuje od tajemniczego zleceniodawcy sprawę zamordowanego w 1987 w Nigerii amerykańskiego lobbysty. Tropy wiodą go do Polski.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× pięć = 5

Reklama