Pages Navigation Menu

Krystyna Chodorowska poleca

Krystyna Chodorowska poleca

Kiedy na spotkaniach autorskich pytano Annę Kańtoch, o czym jest jej nowa powieść, odpowiadała: „Nie mogę powiedzieć, bo każde zdanie jest spoilerem”. Niespecjalnie przesadzała.

Już tym jednym zdaniem kupiła mnie całkowicie i przeczytałam jej książkę jednym tchem, chociaż nie jest to łatwa lektura. Jak można przekonać czytelników do powieści, o której sama autorka nie chciała opowiadać, żeby nie zepsuć niespodzianki? To nie może być łatwe, ale się postaram.

„Niepełnia” to opowieść o zmianie. Rozpoczyna się w zimową noc, w samotnym białym domu, na odludziu, gdzie ginie młoda kobieta… a przynajmniej na to wygląda. Jest krew, jest anonimowy telefon do komisariatu. Bohater powieści obiecuje prowadzącej śledztwo policjantce, że wyjaśni okoliczności śmierci jej siostry i, gdy śnieżyca uniemożliwia im wyjście na zewnątrz, rozpoczyna dziwną historię, której kolejne rozdziały zapętlają się i krzyżują ze sobą, przenikając tradycyjne granice. Autorka nie ułatwia czytelnikowi zadania, miesza wątki, cofa się w czasie, ukrywa informacje, tworzy bohaterów, którym nie zawsze można wierzyć. Zamiast wyjaśnienia zagadki na początek dostajemy historię Marty, która zniknęła z katowickiego rynku tuż przed Wigilią, o jej poszukiwaniach czyta fotograf Marek, a tymczasem prowadzący poszukiwania chłopak Marty natrafia na historię Jacka i Dżesiki, którzy bardzo interesują się tajemnicą, jaką skrywa

mieszkaniec małego, białego domku… Zapiski czytane przez bohaterów – blogi czy listy – funkcjonują jak okna do innych historii, z pozoru  oddzielnych, a jednak ich bohaterowie co i rusz dotykają głównego wątku, znane elementy pojawiają się w różnych odsłonach, aż w końcu czytelnik traci pewność, kto tutaj opowiada o kim i w jakim momencie dzieją się wydarzenia. Niepewność jest centralnym elementem tej fascynującej opowieści o poszukiwaniu własnej tożsamości, o cenie, jaką trzeba za nią zapłacić, o roli, jaką odgrywają w tym spojrzenie innych ludzi i rekwizyty przewijające się w każdym wątku, jak różowe ubranie, które zawsze pachnie cytrusami. Język autorki tworzy obrazy imponujące poetycką lekkością, a jednocześnie klarowne, jakby oglądane w zimowy dzień, w chłodnym przezroczystym powietrzu:

„Obce. Krótkie obłe słowo, które źle leży w ustach i które raczej wypluwa się, niż wypowiada. Ma smak tranu i tłustej czerni, jak pająk przyczajony za zardzewiałą rurą, pod umywalką, tam, gdzie tkwi już żyletka”.

Jeśli ktoś po tym fragmencie (moim ulubionym!) obawia się, że będzie to zbyt ciężka i depresyjna lektura, to ryzykując naprawdę malutki spojler, powiem, że ostatnie słowo powieści jest dobrym i pozytywnym wyrazem. Mam nadzieję, że zachęciłam. 🙂

 

 

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


7 − = cztery

Reklama