Pages Navigation Menu

Agnieszka Pietrzyk – wywiad z autorką „Śmierci kolekcjonera”

Agnieszka Pietrzyk – wywiad z autorką „Śmierci kolekcjonera”

Z wykształcenia jest Pani historykiem literatury, doktorat pisała Pani o… Słowackim. Skąd przeskok z romantyzmu w konwencję thrillerów i kryminałów?

Ja bym tu nie mówiła o przeskoku, raczej o kontynuacji, to przecież w romantyzmie narodziła się powieść  gotycka, której kluczowym elementem była zawsze jakaś potworna zbrodnia. Romantycy rozmiłowali się w ciemnej stronie ludzkiej duszy, w zabijaniu, okrucieństwie, tajemnicach, zgubnych namiętnościach. Spójrzmy choćby na jeden z bardziej znanych dramatów Słowackiego, na „Balladynę”, przecież tam siostra zabija siostrę, a motywem tej zbrodni jest chęć zdobycia mężczyzny. Jakiż to doskonały temat na thriller albo kryminał. Od romantyzmu do kryminału nie jest wcale tak daleko, wprawdzie Słowackiego nie da się nazwać prekursorem literatury kryminalnej, ale innego romantyka – Edgara Allana Poe  – jak najbardziej, to on jako pierwszy zaprezentował w tekście literackim śledztwo mające na celu wykrycie sprawcy straszliwego mordu.

Czy próbowała Pani zmierzyć się z innymi gatunkami jako pisarka?

Moja pierwsza książka to powieść grozy, trzy kolejne to kryminały. Uwielbiam pisać kryminały, kocham ten dreszczyk związany z wymyślaniem zagadki, tę swoistą grę z czytelnikiem polegającą na podsycaniu jego ciekawości i niedopuszczeniu, aby za szybko rozwiązał zagadkę, a najlepiej, aby nie rozwiązał jej w ogóle, żeby tylko wydawało mu się, że jest bliski rozwiązania. Fajnie jest pisać kryminały, ale niezwykłym przeżyciem jest też wypróbowanie swoich sił w trochę innym rodzaju literatury. Nietrudno zauważyć, że w polskiej literaturze znakomicie miewa się kryminał, ale za to powieść sensacyjna została nieco zaniedbana, postanowiłam więc napisać książkę sensacyjną z wątkiem romansowym. Jak mi poszło? Wydaje mi się, że dobrze, ale tak naprawdę efekty poznam za jakiś czas.

A jakie są Pani wybory czytelnicze?

Od paru lat czytam głównie kryminały. Zawsze lubiłam literaturę kryminalną, ale wcześniej nie stanowiła ona kluczowej pozycji w moim osobistym kanonie lektur. Od czasu gdy sama zajęłam się pisaniem kryminałów, wzrosło też moje zainteresowanie czytelnicze tym gatunkiem. Czytam kryminały dla przyjemności, ale nie ukrywam, że bardzo często podczas lektury dokonuję swoistej analizy, oceniam autora, jego wiedzę, jego umiejętność poprowadzenia zagadki itd., zastanawiam się też, jak ja bym poprowadziła akcję, jak opisałabym konkretną scenę. Do moich ulubionych pozycji literackich należy kilka tytułów światowej literatury: „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa, „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego, „Proces” Franza Kafki, „Imię róży” Umberto Eco, „Nieznośna lekkość bytu” Milana Kundery. Ja te książki dobrze znam, ale czasami do nich powracam, aby się rozkoszować pięknem słowa pisanego. Czytam sobie jakiś fragment i zawsze pojawia się to samo zadziwienie, że człowiek jest w stanie coś tak niezwykłego napisać.

Od pierwszej książki „Obejrzyj się, królu” minęło już parę lat – a na Pani koncie znalazło się kilka nowych tytułów. Co się zmieniło od czasu debiutu?

Zmieniło się tyle, że teraz piszę lepiej. Gdy wcześniej Czytelnicy pytali, która z moich książek jest najlepsza, którą ja najbardziej cenię, trudno było mi na to pytanie odpowiedzieć, bo każda z powieści coś w sobie ma, do każdej czuję sentyment. Dzisiaj mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że moja czwarta powieść „Śmierć kolekcjonera” jest najlepsza. Przystąpiłam do jej pisania ze sporym doświadczeniem, wiedziałam, jak stworzyć wciągającą zagadkę i ciekawych bohaterów. Większe doświadczenie, lepsze rzemiosło wcale nie oznaczają szybszego tempa pracy nad książką, wydaje mi się, że jest przeciwnie. Teraz poświęcam fabule,  opisom, bohaterom więcej czasu, bo więcej poprawiam i robię dokładniejszy research.

Pisarz kryminałów musi nieustannie wodzić czytelnika za nos, podsuwać mu fałszywe tropy, zaskakiwać rozwiązaniem… Czy worek z pomysłami na nowe chwyty nie ma dna?

 Tak, worek z pomysłami nie ma dna i ten brak dna sprawia, że pomysły czasami nie dają się uchwycić, umykają w bezkres wyobraźni. Szukanie nowego pomysłu to najtrudniejszy moment w pisaniu. Jaką by tu zagadkę wymyślić, żeby wszystkich zaskoczyć? A tu nic do głowy nie przychodzi, nie pomaga ani przeglądanie kronik policyjnych, ani czytanie kryminałów. Aż któregoś dnia pojawia się pomysł i zaczyna się pięknie rozwijać. Gdy czytelnicy pytają, skąd wzięłam pomysł na fabułę kryminalną, odpowiadam zwykle, że sam przyszedł mi do głowy.

Pisząc o kryminalnych śledztwach policjantów czy prokuratorów, czerpie Pani wiedzę tylko z powszechnie dostępnych źródeł (książki, filmy, seriale) czy ma jakieś specjalne „wtyki”?

Fabuła kryminalna musi być wiarygodna, żeby czytelnik w nią uwierzył, żeby śledził zagadkę z zainteresowaniem. Wiarygodność uzyskuje się odtwarzając w powieści realny świat, przy czym jest to odtworzenie na zasadzie prawdopodobieństwa, a nie prawdy. Żeby więc odtworzyć realny świat, trzeba coś o nim wiedzieć. Przystępując do pracy nad „Śmiercią kolekcjonera”, musiałam zapoznać się z pracą prokuratury i policji. Nie znam żadnego prokuratora ani policjanta z wydziału kryminalnego, sięgnęłam więc po fachową literaturę, po podręczniki z zakresu kryminalistyki, również po protokoły z oględzin miejsca zdarzenia i oględzin zwłok. Dobrym źródłem informacji są fora internetowe, na których wypowiadają się policjanci. Piszą na nich o tych aspektach swojej pracy, o których nie przeczytamy w podręczniku. Przy pisaniu bardzo pomocny był także Kodeks postępowania karnego. Musiałam też zapoznać się z językiem policyjnym i prokuratorskim, nie mówię tu bynajmniej o slangu zawodowym, ale o zasadniczych różnicach między naszym językiem a językiem funkcjonariuszy. My mówimy o mordercy i morderstwie, a oni o sprawcy i zdarzeniu.

Elbląg jest Pani rodzinnym miastem, lokalne media śledzą każdą premierę i podkreślają Pani pochodzenie – nikt nie ma pretensji, że w najnowszej książce to właśnie Elbląg stał się miejscem zbrodni?

Na spotkaniach autorskich w moim mieście pytano mnie, czy planuję kryminał elbląski. Uznałam, że te pytania są wyrazem oczekiwań, że czytelnicy właśnie na taką powieść czekają, umieściłam więc kolejną zagadkę kryminalną w Elblągu. Może pojawią się słowa protestu, że Elbląg wcale nie jest tak niebezpieczny, może nawet niektórzy będą oburzeni. Na razie takie głosy do mnie nie docierają, ale książka miała premierę dopiero parę dni temu. Zobaczymy, co będzie dalej.

A skąd pomysł na umiejscowienie akcji w środowisku o tak wąskiej „specjalizacji”, jaką jest kolekcjonowanie rzadkich papierów wartościowych?

Historyczne papiery wartościowe nie zostały jeszcze wyeksploatowane literacko i z tego względu nadawały się na temat kryminału. Ponadto użytkowa sztuka graficzna to istotny element naszej kultury. Niestety trochę zapomniany, warto było o nim przypomnieć. Mamy z czego być dumni, polskie papiery wartościowe w okresie międzywojennym uchodziły za najpiękniejsze na świecie i były ozdabiane przez najwybitniejszych artystów, m.in. przez Józefa Mehoffera i Zofię Stryjeńską. Przystępując do pisania „Śmierci kolekcjonera”, sama musiałam uzupełnić swoją wiedzę o papierach wartościowych i środowisku kolekcjonerskim, ale to nie było trudne, bo jest trochę artykułów na ten temat, poza tym w Internecie znajduje się archiwum zeskanowanych historycznych papierów wartościowych.

Kim będzie bohater kolejnej powieści?

Planuję napisać drugą część „Śmierci kolekcjonera”, a więc w kolejnej powieści pojawią się ci sami śledczy: komisarz Kamil Soroka oraz prokurator Milena Łempicka-Krol. O innych bohaterach nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej, bo pomysł dopiero rodzi się w mojej głowie.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


cztery + 1 =

Reklama