Pages Navigation Menu

„Debiutuje się tylko raz” – wywiad z Pauliną Kuzawińską

„Debiutuje się tylko raz” – wywiad z Pauliną Kuzawińską

Niedawno ukazała się Twoja debiutancka powieść. Jak to jest debiutować na polskim rynku wydawniczym? Było trudno?

Debiutuje się tylko raz i nie mam porównania z zagranicznym rynkiem wydawniczym, dlatego trudno tu o punkt odniesienia. Wysłałam tekst Zaklęcia na wiatr do kilkunastu wydawnictw. Większość z nich wcale nie odpowiedziała, co niestety jest chyba dość powszechną praktyką w tej branży. Chociaż tłumaczę sobie, że taka cisza wynika z faktu, iż wydawnictwa otrzymują mnóstwo tekstów, to jednak brak jakiejkolwiek odpowiedzi może być deprymujący z punktu widzenia debiutanta, który odważył się wysłać komuś owoc swojej pracy, swojej wyobraźni i swoich marzeń. Bo żeby tworzyć, moim zdaniem trzeba mieć marzenia, w które się wierzy.

Na szczęście wśród wydawców zdarzyły się wyjątki. Pamiętam krótki e-mail, którego autor bardzo ciepło wyraził się o mojej powieści. Choć ostatecznie nie podpisałam umowy z tym wydawcą, to dzięki niemu po raz pierwszy od dobrych kilku miesięcy zyskałam poczucie, że ktoś naprawdę przeczytał mój tekst. I w dodatku miał przy tym frajdę.

Odnoszę wrażenie, że polski rynek wydawniczy coraz bardziej otwiera się na debiutantów. Mam nadzieję, że ta tendencja będzie się pogłębiać, a niosącym świeżość tekstom będzie towarzyszył wysoki poziom redakcji i korekty. Niestety da się zauważyć, że nie wszystkie wydawnictwa o nie dbają.

 

Zaklęcie na wiatrTwoi znajomi wiedzą, że wydałaś książkę? Jak reagują?

Część z nich wie – reakcje są bardzo pozytywne. Wydanie książki pozwoliło mi zobaczyć na nowo, jak dużo serdeczności jest w ludziach wokół mnie. Moi bliscy dali o sobie znać w szalenie sympatyczny sposób. Dostałam od nich mnóstwo pozytywnej energii.

 

To bardzo budujące. A ile minęło od czasu, kiedy ukończyłaś pisanie Zaklęcia na wiatr, do momentu wydania książki? Jak znosiłaś okres oczekiwania?

Skończyłam pisać Zaklęcie na wiatr na początku 2015 roku – od tamtej chwili do momentu wydania książki minęły ponad 3 lata.

Jak zniosłam okres oczekiwania na wydanie? Cóż, prawdę mówiąc, nie niecierpliwiłam się – przynajmniej przez pierwszy rok od momentu podpisania umowy wydawniczej. Jestem osobą, która dość mocno skupia się na teraźniejszości – wychodzę z założenia, że czas i tak upłynie, dlatego nie ma sensu tracić bieżącej chwili na rzecz niecierpliwego wyczekiwania przyszłości. Może było mi łatwiej, ponieważ pisałam tę powieść głównie dla własnej frajdy z tworzenia, a także traktowałam ją trochę jak pisarskie ćwiczenie. Wydaje mi się, że aż do ostatniej chwili nie do końca wierzyłam, że Zaklęcie na wiatr naprawdę ukaże się na papierze i że będę mogła wziąć do ręki książkę, której jestem autorką. To świetne uczucie.

 

Akcja Twojej powieści w sporej części toczy się na morzu. Ze znawstwem opisujesz sprawy związane z żeglugą i statkami. Czy sama również żeglujesz?

Żeglarstwem interesuje się mój tata. Ja sama nie jestem żeglarzem. Jestem natomiast typem dociekliwego szperacza – kiedy zainteresuje mnie jakiś temat, staram się poznać go dogłębnie, chociażby, jak w tym przypadku, miało to być „poznanie” głównie w teorii, że tak powiem „na sucho”. W trakcie pisania Zaklęcia na wiatr zainteresowałam się marynistyką – sporo czytałam o różnych typach żaglowców, o ich budowie oraz o ich historii, związanej z historią wielkich odkryć geograficznych. Chociaż przeważająca część zdobytych w ten sposób informacji ostatecznie nie znalazła odbicia w powieści, to niewątpliwie ułatwiła mi pisanie o morskiej podróży. Dużo ciekawych wiadomości na temat pirackiego życia dostarczyła mi lektura książki Czarne żagle czterdziestu mórz autorstwa polskiego pisarza Lwa Kaltenbergha. Bardzo lubię monografie, a tę czyta się, moim zdaniem, niczym porywającą żeglarską gawędę.

 

Bohaterem Zaklęcia na wiatr jest Arion – młody chłopak, który nagle traci dawne życie. Musi zmierzyć się nie tylko z utratą najbliższych, lecz także z groźnym królewskim magiem, który tropi jego wuja. Jak to się stało, że postanowiłaś pisać akurat o chłopcu? Dziewczynka nie mogłaby zostać piratem?

Kiedy pisałam Zaklęcie na wiatr, mój zamysł był taki, żeby stworzyć coś na wzór baśni. W tym celu połączyłam wiele motywów z ulubionych opowieści mojego dzieciństwa: piraci, wyprawa w nieznane, niezwykły skarb, smoki, czarodzieje, tajemnicze wyspy i piękna księżniczka. Z przyjemnością sięgałam do znanych archetypów, a jednym z nich jest właśnie młody chłopak wyruszający po wielką przygodę. Oczywiście zamiast chłopaka mogłaby pojawić się dziewczyna, ale wtedy ta historia wyglądałaby po prostu inaczej. Mnie natomiast zależało na pokazaniu zmieniającej się relacji między młodym, zbuntowanym siostrzeńcem kapitana a porywczym dowódcą „Krogulca”, Gwintem Gerkiem. Potrzebowałam takiej pary męskich bohaterów, żeby stworzyć między nimi napięcie.

Czy dziewczynka nie mogłaby zostać piratem? Ależ oczywiście, że by mogła. Zresztą, na pokładzie „Krogulca” znalazło się miejsce dla kobiety – jest nią Aliya, piratka skrycie zakochana w kapitanie.

 

Jasne, z tym że Aliya jest już dorosłą kobietą. Chociaż o przygodach Ariona czyta się świetnie, to myślę, że powieść o dziewczynce-piratce, choć niewątpliwie inna, mogłaby być równie ciekawa, a nawet ciekawsza, bo łamałaby stereotypy. Powiedz w takim razie, co najbardziej Ci się podobało w opisywaniu przygód Ariona?

Najbardziej podobało mi się to, że dzięki Arionowi mogłam przenieść się w wyobraźni do innego świata – pełnego magii, niebezpieczeństw i tajemnic. W centrum Warszawy czułam w wyobraźni zapach morza i słuchałam szumu fal. Być niejako w dwóch miejscach na raz – to właśnie podoba mi się w snuciu opowieści.

 Zaklęcie na wiatr

 

Zakończenie Zaklęcia na wiatr jest otwarte – czy możemy spodziewać się kolejnej części, w której poznamy dalsze losy Ariona?

Wiele osób zadaje mi to pytanie. Kiedy pisałam Zaklęcie, planowałam drugą część powieści, stąd właśnie półotwarte zakończenie. Nie jestem w stanie powiedzieć jednak, kiedy ta druga część zostanie przelana na papier. Muszę po prostu poczuć, że to jest ten moment, kiedy chcę tę historię opowiedzieć.

 

Trzymam kciuki, żeby ten moment nadszedł wkrótce. Jakie są Twoje dalsze plany pisarskie? Pracujesz już nad czymś, a może kolejna książka jest już w przygotowaniu w wydawnictwie? Planujesz pozostać przy fantastyce?

Obecnie piszę powieść, której fabule najbliżej chyba do kryminału. Jej roboczy tytuł to Sekret Bazyliszka. Pomysł na tę historię przyszedł mi do głowy spory kawałek czasu temu i jak dotąd nie chce odpuścić, chociaż miałam momenty zawahania, czy się za niego zabierać. Ta powieść jest dla mnie dużym wyzwaniem i sama muszę się przekonać, co z tego wyniknie.

Tak, w powieści nad którą pracuję pojawią się elementy fantastyczne, chociaż na pewno nie w takiej skali, jak w Zaklęciu na wiatr. Kiedy tworzę, nie potrafię obejść się bez choćby szczypty magii – pewnie dlatego, że dzięki niej można naprawdę uwolnić wyobraźnię. Osobiście, zarówno jako czytelnik, jak i jako osoba, która pisze, szukam w książkach właśnie tej wolności.

 

Dziękuję za rozmowę i zachęcam do zapoznania się z debiutem autorki!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ sześć = 15

Reklama