Pages Navigation Menu

„Zaufanie nie jest dane raz na zawsze” – wywiad z Iloną Gołębiewską

„Zaufanie nie jest dane raz na zawsze” – wywiad z Iloną Gołębiewską

Bohaterka Pani najnowszej książki wydaje się mieć z Panią sporo wspólnego – jest psychologiem, pracuje jako terapeutka w poradni, udziela się w fundacji „Zdrowy Jaś”, mieszka w Warszawie. W jakim stopniu możemy ją z Panią utożsamić?

Ja jako autorka i Anna Janowska jako bohaterka zdecydowanie się między sobą różnimy. Co prawda Anna tak samo jak ja pochodzi z małej miejscowości, a przeprowadzka do Warszawy była dla niej wielkim wyzwaniem i długo nie mogła się odnaleźć w wielkim mieście. Ze mną było podobnie. Wszystko wydawało mi się takie obce, trudne, ale też mobilizowało do wytężonej pracy, ponieważ wiedziałam, że muszę dać sobie radę, jeżeli chcę spełnić swoje plany i marzenia. Podobnie jak Anna przez kilka lat wynajmowałam w Warszawie pokoje, mieszkania i nie wspominam tego dobrze, były różne warunki, różni współlokatorzy. Mieć swój własny kąt w życiu to wielka sprawa. Anna pracuje w poradni, ja nigdy takiej pracy nie doświadczyłam, pracowałam jako terapeuta, ale w innych obszarach i instytucjach. Jednak podobnie jak ona udzielam się w fundacjach, kiedyś nawet w jednej pracowałam na etacie: to doświadczenie pożyczyłam swojej bohaterce. A poza tym… nie widzę innych podobieństw, raczej różnice.

 

Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach… ostatnio to bardzo popularny motyw książek, powstał nawet cały nurt new adult, w którym nieodmiennie się on pojawia. Czy Pani powieść również się w niego wpisuje?

Nie, zdecydowanie nie jest to nurt new adult. Jest to powieść psychologiczna z wyraźnie zbudowanymi postaciami, mocnymi wątkami, które poruszają tematy trudne, takie jak: tragiczna śmierć matki, rozpad rodziny, uzależnienie człowieka od narkotyków i alkoholu, rezygnacja z samego siebie. Ale kluczowym tematem jest tytułowa miłość – starałam się przedstawić to pojęcie jak najszerzej i wskazać jej różne oblicza. Również te, które nie do końca chcielibyśmy w swoim życiu posmakować. Weźmy chociażby sytuację odrzucenia. Kto raz jej doświadczył ten wie, jak trudno jest zaufać kolejnej osobie.

Jako autorka dostrzegam jeszcze jeden temat powieści. Jest nim zaufanie. Najprościej ujmując, zaufanie jest wiarą w określone działania czy cechy osoby, której ufamy. To także predyspozycja do tego, by w pewnych okolicznościach ufać innym. Możemy mówić o dwóch rodzajach zaufania. Pierwszym z nich jest zaufanie sobie – wiara w słuszność swoich postaw, myśli, uczuć oraz poleganie na nich w codziennych sytuacjach. Drugi rodzaj to zaufanie innym. Zaufanie można też rozpatrywać w kategorii daru – darzymy innych zaufaniem (czasami bezgranicznym) oraz możemy być nim obdarzani.

Zaufanie nie jest dane raz na zawsze, musi być nieustannie pielęgnowane. Bywa, że rodzi się wskutek spontanicznej i intuicyjnej reakcji, a niekiedy trzeba sporo czasu, aby na nie zasłużyć lub takiego stanu wobec niektórych osób czy instytucji doznać. Mieści w sobie różnorodne emocje: szacunek, wiarę, nadzieję, uczciwość, optymizm. Raz utracone niełatwo odbudować. Według mnie, zadaniem każdego człowieka jest dążenie do bycia godnym zaufania.

Bohaterowie powieści „Miłość ma twoje imię” wielokrotnie stają w obliczu decyzji, czy zaufać sobie (swojej intuicji, emocjom, myślom, rozumowi) oraz innym osobom (nawet tym, które w pierwszej chwili na to nie zasługują). Przekonamy się, że ich decyzje były różne i miały różne konsekwencje. Jedno jest pewne, że bez zaufania trudno zmienić własne życie.

 

W Pani nowej książce znajdziemy odpowiedź na pytanie, czy można uratować kogoś przed życiowym upadkiem. Uważa Pani, że każdego można uratować? A co jeśli ktoś nie chce zostać uratowany?

W powieści „Miłość ma twoje imię” na to pytanie znajdujemy pozytywną odpowiedź. Chciałam dać czytelnikom iskierkę nadziei, ponieważ wiem jak wiele ludzi zmaga się z uzależnieniem swoich bliskich. Ale życie aż tak optymistyczne nie jest. Z przykrością stwierdzam, że NIE, nie da się wszystkich uratować. Tak samo jak nie da się wszystkim pomóc. Człowiek będący w trudnej sytuacji uzależniania musi chcieć pomocy. A nie zawsze tak jest. Z wielu powodów.

Na przykład może czuć się porzucony, oszukany, niekochany. Od tego zazwyczaj zaczyna się problem z uzależnieniem. Po drodze trafia na towarzystwo, które wydaje się być lepsze, atrakcyjniejsze niż na przykład to, czego doświadczył w domu. Tych scenariuszy może być mnóstwo, nie ma utartych schematów, które by wskazały, kto jest mniej lub bardziej narażony na uzależnienie. Na przykład Michał Gebert, główny bohater powieści „Miłość ma twoje imię”, pochodzi z dobrego domu, ma kochających rodziców, jest mocno wspierany. A jednak wchodzi na drogę uzależnienia…

I znowu wracamy do kwestii zaufania. Każda forma pomocy wymaga właśnie takiej postawy. Ktoś musi nam lub innej osobie zaufać, uwierzyć w dobre zamiary i to, że jesteśmy w stanie pomóc. Każdy, najmniejszy przejaw nielojalności, oszustwa, manipulacji tę relację zburzy. I co najważniejsze, potrzebne jest wsparcie specjalistów. Pomaganie, dobre słowo to owszem dużo, ale w przypadku uzależnienia może być jedynie dodatkiem do fachowej pomocy i leczenia.

 

W marcu ukazała się Pani książka Pamiętnik ze starego domu, kończąca trylogię. Dla Anny również planuje Pani kolejne powieści, czy jej historia zamknie się w jednej części?

Nie, powieść „Miłość ma twoje imię” jest zupełnie odrębną, zamkniętą historią, nie będzie ciągu dalszego. Chociaż przyznaję, że mocno się zżyłam ze swoimi bohaterami i już za nimi tęsknię. Jednak jestem zwolenniczką tzw. nieoczywistych zakończeń. Każdy czytelnik może samodzielnie wyobrazić sobie, co mogłoby się stać z konkretnym bohaterem, jakie podejmie decyzje, co uzna dla siebie za najlepsze. Staram się nie oceniać ludzi i taką samą zasadę stosuję wobec moich bohaterów. „Miłość ma twoje imię” kończy się pozytywnym akcentem. Jednak po napisach „żyli długo i szczęśliwie” zawsze jest ciąg dalszy danej historii. Chcę, by moi czytelnicy sami napisali jej scenariusz.

 

Jakie są Pani dalsze plany wydawnicze?

Jesienią tego roku pojawi się moja kolejna powieść. Tytułu na razie nie zdradzę, jednak myślę, że przypadnie do gustu moim czytelnikom. Tak samo jak sama powieść. Tym razem zabiorę wszystkich do niezwykłego miejsca, gdzie mogą znaleźć ukojenie ci, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie. To miejsce przepełnia artyzm, czuć tam powiew aury wielkiej sceny i jeszcze większych pasji. Tam wszyscy chcą wciąż wracać i wracać! A to wszystko za sprawą jednego latawca… Już nie mogę się doczekać jesiennej premiery!

 

My też nie możemy się doczekać! Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w pracy nad kolejnymi książkami.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ 5 = sześć

Reklama