Pages Navigation Menu

Wywiad z Karoliną Wilczyńską

Wywiad z Karoliną Wilczyńską

Zapraszamy do lektury wywiadu z Karoliną Wilczyńską – autorką takich powieści jak „Ta druga” czy „Anielski kokon”. 20 października miała premierę jej najnowsza książka „Marzenia szyte na miarę”. W naszej rozmowie opowie o numerologii i serii o Jagodnie.

Pierwszą rzeczą, której można się dowiedzieć, czytając biogram z Pani najnowszej książki „Marzenia szyte na miarę”, jest Pani znak zodiaku oraz liczba numerologiczna. O Pannach mówi się, że są systematyczne i praktyczne. Ponadto, charakteryzuje je spora doza cierpliwości i analityczne myślenie. Z kolei numerologiczna jedenastka uważana jest za wybitną. Jak Pani się do tego odnosi?

K.W.: Z tą systematycznością i praktycznością to niezupełnie się sprawdza w moim przypadku. Może dyplomatycznie odpowiem tak: bywam systematyczna i praktyczna. Czasami. Z cierpliwością jest dokładnie tak samo. Za to na bycie jednostką wybitną zgadzam się bez oporu. 😉 A co do samych horoskopów i numerologii, to wierzę, że jest w nich sporo prawdy. I nie uważam tego za czary i gusła, a raczej za efekt wypracowany wiekami ludzkich obserwacji wpływu energii natury na nasze życie.

Skoro już jesteśmy w temacie numerologii i innych czarów muszę zapytać o Pani „dar nieograniczonego rozciągania czasu”. Z założenia dar to coś, co mamy od urodzenia, ale może jednak da się go jakoś wyćwiczyć?

K.W.: Ja rozciągam nie czas w ogólności, ale swój własny. Sekret polega na tym, że robię to, co lubię. Dzięki temu udaje mi się zmieścić w dobie wszystko, co chcę. Czasami niestety czas rozciąga mi się zupełnie wbrew mojej woli – na przykład gdy za kimś tęsknię, gdy na kogoś czekam. To duży minus tej rozciągliwości.

Czy da się to wyćwiczyć? Nie wiem. Radziłabym po prostu szukać tego, co czyni nas szczęśliwymi , spełnionymi. I robić to. Warto zaryzykować. Na pewno się uda. Zresztą szkoda czasu na bycie nieszczęśliwym, prawda?

Dotychczas próbowała Pani swoich sił w różnych gatunkach literackich. Cykl o Jagodnie to powieść obyczajowa, której odbiorcą są przede wszystkim kobiety. Czy rozmawiając z czytelnikami lub czytając recenzje swoich książek, natrafia Pani na męski głos w tym dyskursie?

K.W.: Wiem, że panowie także czytają powieści obyczajowe, choć nie zawsze się do tego przyznają. Ostatnio, podczas jednego z wirtualnych spotkań z czytelnikami, spotkałam Pana, który śmiało wyznał, że lubi taką literaturę. Inny z kolei zrecenzował jedną z moich książek. Czekam na kolejnych odważnych panów. A tych, którzy jeszcze nie próbowali – zachęcam do czytania tych powieści, po które sięgają ich partnerki, siostry, matki. Na pewno dzięki temu poznają pragnienia i problemy kobiet, z którymi żyją. A to może przynieść wiele dobrego.

Pisząc kolejną powieść, buduje Pani nową historię, powołuje do życia nieistniejących dotąd bohaterów, z pewnością też niektórych z nich lubi Pani bardziej, a innych wcale. Czy w „Marzeniach szytych na miarę” występuje postać szczególnie bliska Pani sercu?

K.W.: Tak, jest jedna taka postać, ale nawet na torturach nie przyznam która to jest. To moja mała tajemnica i niech tak zostanie. Generalnie z bohaterami moich powieści mam dokładnie takie same relacje jak ze wszystkimi ludźmi – jednych lubię bardziej, innych mniej, niektórzy mnie irytują, jeszcze innych podziwiam. Jak to w życiu.

W jednej z recenzji pierwszego tomu cyklu o Jagodnie – „Zaplątana miłość”, recenzentka napisała: „Nie da się ciepła babci Róży oddać w recenzji, to trzeba po prostu przeczytać!”. Czy istnieje gdzieś na świecie pierwowzór babci Róży, który posłużył Pani do stworzenia tej bohaterki?

K.W.: Na świecie jest wiele „babć Róż”. I nie zawsze są one babciami. Wiem to na pewno, bo niedawno poprosiłam czytelników, żeby opowiedzieli mi o takich osobach w swoim życiu. Okazało się, że często mamy w otoczeniu takie prywatne anioły – osoby ciepłe, mądre, wspierające nas w trudnych chwilach. Bywają nimi mamy, siostry, mężowie, przyjaciółki, a nawet zwierzęta. Czasami ich obecność doceniamy dopiero w trudnych chwilach. Dlatego apeluję: rozglądajmy się, poznawajmy naszych bliskich, mówmy im, że są ważni. I sami też starajmy się być dla innych aniołami. Choć trochę, na miarę własnych sił i możliwości. Wtedy świat będzie lepszy.

Zarówno w „Zaplątanej miłości”, jak i w „Marzeniach szytych na miarę” przedstawia Pani historię rodziny i panujące w niej trudne relacje. Czytelniczki lubią Panią za to, że nie częstuje ich Pani odrealnioną cukierkową fabułą. Wykreowane przez Panią postacie są takie jak my. Upraszczając – zaglądając do Jagodna, poznajemy samych siebie. Co w takim razie sprawia, że od tych książek naprawdę nie można się oderwać? Tak nas fascynuje zaglądanie przez dziurkę od klucza?

K.W.: Myślę, że może nie zaglądanie przez dziurkę od klucza, a raczej właśnie poznawanie samych siebie. Zresztą to właśnie jest dla mnie takim przewodnim celem podczas pisania – chciałabym, żeby czytelnik po lekturze poczuł potrzebę refleksji, zastanowienia się nad swoimi relacjami z innymi ludźmi, nad własnymi emocjami.

To trochę jak z jedzeniem – słodycze są smaczne i sprawiają przyjemność, ale to tylko „puste kalorie”, natomiast zjedzenie czegoś konkretnego, dobrze przyprawionego – daje prawdziwą siłę. Moje opowieści są właśnie takie – słodko-kwaśne, doprawione odrobiną soli i pieprzu, ale wysokokaloryczne emocjonalnie.

Elementem, na który niezwykle często zwracają uwagę czytelnicy jest perfekcyjnie opracowane studium psychologiczne każdej z książkowych postaci. Z zawodu jest Pani terapeutą, więc warsztat pracy buduje Pani na ludzkiej psychice. Czy właśnie to jest dla Pani najbardziej inspirujące, czy może coś innego?

K.W.: Zawsze podkreślam, że zarówno pisanie, jak i moja praca terapeutyczna mają to samo źródło. Jest nim zainteresowanie człowiekiem, jego indywidualnością, złożonością i emocjami. To ludzie inspirują mnie do pisania – ich historie, wybory, relacje z innymi. Każdy jest niepowtarzalny, nie ma dwóch takich samych ludzkich historii. I to właśnie jest piękne. A ja patrzę, słucham i czerpię z tego pełnymi garściami.

Jak wygląda „dzień z życia pisarza” w Pani przypadku?

K.W.: W moim wypadku są to raczej „okresy życia pisarza”. Bo jak już wspominałam – z systematycznością nie jest u mnie najlepiej. Obejmuje to także pisarską część życia. Opowieść rodzi się we mnie powoli. Dojrzewa mi w głowie i kiedy już jest gotowa do wyjścia – muszę się jej poświęcić bez reszty. Wtedy siadam i piszę. Wszystko inne odkładam na bok. Trudno nawiązać ze mną kontakt, żyję w świecie powieści i wychodzę tylko jeżeli to naprawdę konieczne. Tak mam. I od razu dodam, że nie piszę żadnych planów, nie mam tablicy z żółtymi karteczkami, nie wyznaczam codziennego limitu słów, zdań czy stron. Albo piszę, albo nie.

Każde doświadczenie czegoś nas uczy. Pisanie książek uczy Panią czegoś, czego ja na tą chwilę nie potrafię, bo ich nie piszę. Czy dzieje się tak w przypadku każdej kolejnej książki? Czy pisanie którejś z nich spowodowało jakiś konkretny przełom w Pani życiu? A może jest to jakaś forma autoterapii?

K.W.: Z pewnością w moich powieściach są okruchy moich własnych przeżyć czy cienie doświadczeń. Przecież każdy twórca czerpie z siebie, z własnych emocji. Jednak ja nie przelewam na karty książek swoich problemów w sensie dosłownym. Może raczej refleksje o tym, co widzę, czego doświadczam, jakie wyciągam z tego wnioski. Nie potrzebuję pisania jako autoterapii, zresztą mam poczucie, że to byłby pierwszy krok do grafomanii. 😉 Dla mnie pisanie jest raczej sposobem na przekazanie innym moich refleksji, zwrócenie uwagi na sprawy ważne.

I na koniec pytanie w imieniu czytelników – na ile części Jagodna możemy jeszcze liczyć?

K.W.: Na pewno będą jeszcze dwie. A co będzie dalej? Nie wiadomo. Wszak życie jest pełne niespodzianek. Jeżeli czytelnicy będą wyrażać chęć na dalsze odwiedzanie Jagodna, a jego mieszkańcy zechcą zdradzić jeszcze kilka swoich tajemnic – to kto wie?

Zobacz książki Karoliny Wilczyńskiej:

Karolina Wilczyńska - Jagodno. Tom 1. Marzenia szyte na miaręKarolina Wilczyńska - Zaplątana miłośćKarolina Wilczyńska - Jeszcze raz, Nataszo

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− 1 = trzy

Reklama