Pages Navigation Menu

Wywiad z Agnieszką Olejnik

Wywiad z Agnieszką Olejnik

Prezentujemy wywiad z Agnieszką Olejnik – autorką takich powieści jak „Dziewczyny z porcelany” i kobiecego kryminału „Dante na tropie”. 21 października ukazała się jej najnowsza książka „A potem przyszła wiosna”. Pisarka opowiada nam o swojej pasji do czytania i pisania, a także o…przygotowywaniu nalewek.

Czytając notkę biograficzną umieszczoną na końcu książki, czytelnicy dowiadują się, że jest Pani zarówno polonistką, jak i anglistką. Czy to właśnie zamiłowanie do języka skłoniło Panią do pisania?

Z pisaniem jest tak, że człowiek nie wie, skąd się bierze – pojawia się samo, nieproszone, i choćby się chciało przestać, zająć się czymś innym, ta potrzeba wróci i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Nie wiązałabym tego z zamiłowaniem do języka. Zresztą nie użyłabym także słowa „zamiłowanie” – język jest dla mnie po prostu narzędziem, doskonałym systemem, w którym poruszam się z łatwością, który rozumiem i którym się niekiedy bawię. Było więc raczej na odwrót: zaczęłam studiować polonistykę, ponieważ ten wybór wydawał mi się wówczas naturalny i oczywisty: skoro tak swobodnie czułam się pisząc szkolne wypracowania, skoro tak lubiłam czytać… Z filologią angielską było już zupełnie inaczej – tym razem chodziło mi o świadome studiowanie języka, kultury i literatury, no ale to z kolei nie ma nic wspólnego z pisaniem książek.

Czy myślała Pani kiedyś o napisaniu książki dla anglojęzycznego czytelnika?

Nie, nie mam takich planów. Uważam, że aby tworzyć w danym języku, trzeba w nim myśleć, śnić, marzyć, tęsknić – po prostu czuć. W przeciwnym wypadku jest to jedynie swego rodzaju przekład.

Czy to znaczy, że nie czuje Pani po angielsku? Sądzi Pani, że takiemu pisaniu brakowałoby iskry bożej, że okazałoby się nieprawdą?

Myślę, że pisanie w obcym języku może być sprawne warsztatowo, poprawne, ładne, ale nigdy nie dorówna temu, co jesteśmy w stanie stworzyć we własnej mowie – tej, w której uczyliśmy się kochać i rozumieć ludzi, która towarzyszyła nam, gdy poznawaliśmy świat. Chodzi mi o te wszystkie piękne i straszne niuanse, o miękkość i szorstkość niektórych wyrażeń, o światło i mrok, które niekiedy odkrywamy w słowach dopiero wówczas, gdy użyjemy ich w jakiś osobisty sposób… To jest nieprzetłumaczalna magia emocji zamkniętych w słowach.

Od jakiegoś czasu mieszka Pani poza miastem. Mówi Pani, że otaczająca Panią przyroda napawa Panią wewnętrznym spokojem. Czy działa ona na Panią inspirująco? Czy może gdzie indziej szuka Pani natchnienia?

W pierwszej chwili chciałam powiedzieć, że inspiracją są dla mnie wyłącznie ludzie i ich historie. Ale po namyśle muszę przyznać, że natura pełni tu niezwykle ważną rolę, jest swoistym katalizatorem. Uświadomiłam sobie właśnie, że najwięcej pomysłów rodzi się w mojej głowie, gdy wracam z pracy  (a chodzę pieszo), mijam ostatnie budynki mojego miasteczka i wkraczam na alejkę wiodącą wzdłuż jeziora. Zazwyczaj jest to moment, w którym zaczynam oddychać pełną piersią. Nad wodą kołyszą się trzciny, szepczą coś cicho, wiatr wywiewa ze mnie stres i pozwala uporządkować sobie myśli w głowie – i wtedy zazwyczaj pojawia się to „coś”, jakiś zalążek opowieści. Oczywiście nie co dzień nowy, ale mniej więcej raz w tygodniu jakaś historia woła do mnie i życzy sobie zostać opowiedzianą. Problem  w tym, że nie nadążam ze spisywaniem tych pomysłów.

Jest Pani matką trzech synów oraz właścicielką czterech psów. Chociaż w wyobraźni maluje się ten obrazek jako portret spełnionej i świetnie zorganizowanej kobiety, to jednak trudno uwierzyć, że potrafi Pani znaleźć w tym harmidrze czas na pisanie. Jak Pani to robi? Ma Pani swój azyl do pisania?

Azyl to jedno z moich marzeń. Najchętniej drewniany domek z prostymi sprzętami, nic niepotrzebnego; do tego wygodne krzesło, biurko i komputer. Gdybym miała takie miejsce, pisałabym bez przerwy. Niestety, to tylko marzenie ściętej głowy. Nie jestem też wcale świetnie zorganizowana ani uporządkowana, dlatego piszę zrywami, kiedy uda mi się ukraść życiu trochę czasu i spokoju – najczęściej w soboty i podczas rozmaitych świąt. No i cały urlop poświęcam na pisanie.

Cały urlop spędza Pani na pisaniu?! To kiedy znajduje Pani czas na te wszystkie podróże?

Z podróżami sprawa jest bardzo prosta: kiedy się ma cztery psy, to człowiek musi zrezygnować z wyjazdów, chyba że znajdzie się ktoś, kto zechce się pobawić w psią niańkę. Od czasu do czasu taka osoba się znajduje (najczęściej jest to moja nieoceniona Mama) i wtedy wyruszamy na wymarzoną wyprawę. Ale znacznie częściej to ja jestem psią niańką – co ma taką dobrą stronę, że wtedy właśnie powstają moje kolejne książki.

Doskonale zna Pani Europę. Podróżowała Pani do wielu krajów. W imieniu czytelników chciałabym zadać pytanie, czy kiedykolwiek w Pani książce pojawi się fabuła osadzona poza granicami Polski?

Nie mówię „tak”, ale też nie mówię „nie”. W kilku moich powieściach pojawiają się odniesienia do podróży, które odbyłam, na przykład do wyprawy na Nordkapp w Norwegii. Ale umieszczenie całej fabuły w innym kraju wymagałoby poważnych przygotowań – nie wystarczy gdzieś pojechać i pobyć kilka dni, żeby poznać duszę danego miejsca. Musiałabym tam na jakiś czas zamieszkać, poznać mentalność mieszkańców, atmosferę bocznych uliczek i całe to drugie dno, którego nie widzi zwykły turysta. Dlatego póki co nie porywam się na tak ambitny projekt.

Do tej pory napisała Pani książkę dla dzieci, powieść młodzieżową, kryminał, a także dwie powieści dla kobiet. Który gatunek jest najbliższy Pani sercu?

Wszystkie są mi bliskie, do każdego z tych gatunków zapewne jeszcze wrócę. W tej chwili dopieszczam powieść obyczajową oraz kryminał – lekki, kobiecy, ale jednak kryminał. Lubię bawić się konwencją, trochę sobie z niej żartować, czerpać z różnych nurtów literackich to, co mi się podoba, i sklejać z tego całość, którą niekoniecznie łatwo potem umieścić w jakiejkolwiek szufladce.

Pani najnowsza powieść „A potem przyszła wiosna” opowiada historię kobiety prześladowanej przez paparazzi. Wiem, że pomysł jest „z życia wzięty”. Proszę powiedzieć o nim coś więcej.

„A potem przyszła wiosna” to jedyna książka, której narodziny mogę odtworzyć – wszystkie inne pomysły pojawiały się, jak już mówiłam, nagle, znienacka, podczas spaceru nad jeziorem. Tym razem było jednak inaczej: otworzyłam jakiś portal informacyjny, żeby poczytać wiadomości, i moją uwagę przykuł pewien nagłówek. Nie pamiętam już, jak dokładnie brzmiał, natomiast w pamięć zapadła mi wiadomość: aktorka Anna Przybylska postanowiła fotografować paparazzi, którzy prześladują ją i jej rodzinę. Pomysł, żeby zawalczyć o własną prywatność tą samą bronią, którą posługują się fotoreporterzy, spodobał mi się tak bardzo, że natychmiast zaczęłam pisać książkę o celebrytce, która usiłuje ochronić siebie i swoich bliskich przed wścibskimi mediami. Jednak wkrótce historia zaczęła żyć własnym życiem i losy mojej bohaterki potoczyły się zupełnie inaczej: nie tyle musi walczyć o prywatność, ile o własne życie.

Główni bohaterowie powieści – Pola i Konrad, wraz z biegiem akcji, zostają dość znacznie odmienieni. Co chciała Pani w ten sposób powiedzieć czytelnikom – o życiu, o ludziach?

Moim zdaniem ani Pola, ani Konrad tak naprawdę nie przechodzą metamorfozy – to, kim byli, co było dla nich ważne, pozostaje w gruncie rzeczy bez zmian. Natomiast oboje znajdują w sobie odwagę, żeby zmienić własne życie. Zadają sobie pytanie, czego pragną, za czym gonią, jaki jest ich cel. Każde z nich na swój sposób musi zmierzyć się z pustką, jaką w sobie odkrywają – i czymś tę pustkę zapełnić, czymś wartościowym i nadającym życiu sens.

Minęło zaledwie kilka dni od premiery. Pojawiły się już pierwsze recenzje. Jak ważne znaczenie mają dla Pani głosy z zewnątrz? Czy przejmuje się Pani ewentualnymi uwagami? Czy one w ogóle się zdarzają?

Recenzje są bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi się rozwijać, wciąż czegoś szukać i nie powielać schematów. Najwyżej cenię głosy od czytelników, które otrzymuję w prywatnych wiadomościach. Są bardzo szczere, czasem niezwykle osobiste. I wcale nie zawsze entuzjastyczne. Czasem ktoś mi pisze, że książka jest wspaniała, ale drażni go bohater albo że razi go język narracji. Na każdy taki list odpowiadam. Tłumaczę, że język dostosowuję do postaci narratora – przecież dwudziestolatek, który sam o sobie mówi, że nigdy nie był mocny w dobieraniu słów, nie może opowiadać swojej historii literacką, poetycką polszczyzną. Z kolei to, że kogoś bohater drażni, że popełnia błędy – to prosta konsekwencja moich wyborów: ja chcę pisać o ludziach z krwi i kości, takich, których moglibyśmy znać z sąsiedztwa; nie ma u mnie ideałów, bohaterów bez skazy, którzy zawsze postępują słusznie, dojrzale i szlachetnie. Samo życie.

Na koniec pytanie już niezwiązane z książką. Nalewki. Robi je Pani własnoręcznie z różnych owoców. Którą poleca Pani szczególnie na długie jesienne wieczory? Czy zdradzi Pani choć jeden tajemny przepis, który jeszcze nie pojawił się na Pani blogu?

Na wietrzną i deszczową jesień najlepsza jest pigwówka – kwaskowa, aromatyczna, wspaniała. Przepis dostałam od Mamy, a takie, jak wiadomo, są najlepsze. Potrzebujemy kilogram pigwy, litr wódki i szklankę spirytusu. Owoce należy umyć (gniazda nasienne usunąć), pokroić, po czym zalać je wódką i odstawić na 6 tygodni. Następnie płyn trzeba zlać, owoce zasypać cukrem (½ kilograma) i odstawić na jakiś czas, żeby ten cukier się rozpuścił. Słojem należy codziennie potrząsać. Następnie dodajemy zlaną wcześniej wódkę, wlewamy spirytus i odstawiamy jeszcze przynajmniej na 3 tygodnie, ale im dłużej postoi, tym lepiej. Kiedy już zdecydujemy się zlać złocisty płyn, nie wyrzucajmy owoców – można je przesmażyć z cukrem i dodać do ciasta; ja piekę na przykład taki jesienny keks z pigwą z nalewki.

Zobacz książki Agnieszki Olejnik:

Agnieszka Olejnik - A potem przyszła wiosnaAgnieszka Olejnik - Dziewczyna z porcelanyAgnieszka Olejnik - Dante na tropieAgnieszka Olejnik - Zabłądziłam

Brak komentarzy

Trackbacks/Pingbacks

  1. "A potem przyszła wiosna" już w księgarniach! | Agnieszka Olejnik - […] A jeśli macie ochotę na gotowy już wywiad, to zachęcam do lektury takowego na stronie Czytam Polskie – jest…

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− dwa = 2

Reklama