Pages Navigation Menu

Wywiad z Agnieszką Krawczyk

Wywiad z Agnieszką Krawczyk

Prezentujemy wywiad z Agnieszką Krawczyk – autorką powieści obyczajowych i kryminalnych, która opowiada nam o wznowieniu „Magicznego miejsca”, swoich planach literackich i ulubionych polskich autorach. Rozmawiamy o zakończeniu serii, a także sięgamy po temat kryminałów retro i Klubu Zbrodniczych Siostrzyczek.

Studiowała Pani polonistykę. Czy studia wpłynęły na Pani twórczość literacką? Czy były ułatwieniem w rozpoczęciu kariery?

Pewnie zadziwi to Państwa, ale wielu studentów tego kierunku myśli, że studiuje po to, żeby zostać pisarzami. Czas jednak weryfikuje te marzenia. Z mojego roku, o ile wiem, piszę tylko ja i kolega, który właściwie jest krytykiem literackim, a kryminały tworzy niejako „przy okazji”. Znacznie więcej osób poświęciło się pracy naukowej, nauczaniu czy redagowaniu książek i odnoszą w tym sukcesy. Co do mnie – zawsze chciałam być pisarką i zrealizowałam to marzenie. Studia na pewno mi nie przeszkodziły, ale czy coś ułatwiły? Trudno powiedzieć. Długo po studiach nie mogłam się wyzwolić z takiego akademickiego, naukowego sposobu pisania; trochę czasu mi zajęło odnalezienie swego stylu. Z drugiej strony uważam, że pisarz powinien dużo czytać, znać jak najwięcej książek, także kanon klasyki. Pod tym względem polonistyka idealnie nadaje się dla pisarza. Im więcej czytasz, tym lepszym pisarzem się stajesz – takie jest moje zdanie, przede wszystkim czytanie wyrabia indywidualny styl, wzbogaca język. Uważam, że pisarz powinien być oczytany – to zawsze wychodzi na zdrowie. W moich książkach jest wiele cytatów z literatury, zwłaszcza z uwielbianej przeze mnie poezji. Liczę na to, że ktoś z moich czytelników zainteresuje się cytowanym utworem i sięgnie po więcej. To taka moja mała misja popularyzatorska.

Na Pani oficjalnej stronie można przeczytać, że ulubioną książką własnego autorstwa jest „Magiczne miejsce”. W tym roku ukazało się jej wznowienie i miała Pani szansę wprowadzić pewne zmiany w tekście. Jakie wrażenia towarzyszyły ponownemu czytaniu? Jakie tajemnice kryje „wersja reżyserska” powieści?

Tak, to prawda. Wznowienie „Magicznego miejsca” ukazało się 1 lipca i rzeczywiście jest to „wydanie drugie, poprawione”. Oczywiście, pozostał cały szkielet podstawowej fabuły, ale książka została rozszerzona, wprowadziłam nowe wątki i postaci. Podstawowym zarzutem wobec pierwotnej wersji powieści, było to, że jest za krótka, postanowiłam zatem ją rozszerzyć, i w istocie – jest dłuższa o prawie 1/3. Nie byłabym sobą, gdybym nie poprawiła też tekstu – przez te lata zmienił mi się warsztat, więc mam nadzieję, że i książka jest teraz o wiele lepsza. Powiem szczerze – to była wielka przyjemność, pracować znowu nad tym tekstem. Ogromnie się cieszę, że miałam taką okazję!

Czy po napisaniu pierwszej książki z serii „Magiczne miejsce” wiedziała Pani, że pojawią się następne?

Od początku planowałam tę serię na trzy książki, fabuła drugiej części przyśniła mi się kiedyś. Ostatecznie powstały cztery, bo chciałam zamknąć wszystkie wątki, poza tym każda z części opowiada o innej porze roku.

Miejscowość Ida i jej oryginalni mieszkańcy – czy są wzorowani na realnych wspomnieniach i osobach? Czy Witold Mossakowski lub Tekla Tyczyńska mają swoje odpowiedniki w rzeczywistości? Co ma Pani wspólnego z bohaterami swoich powieści?

Gustaw Flaubert powiedział kiedyś, że „Pani Bovary to ja”. Ja mogę podobnie mówić o swoich bohaterach. Wiele moich czytelniczek pyta, gdzie jest Ida, bo chciałyby tam pojechać na wakacje. Z przykrością odpowiadam, że miejscowość ta istnieje tylko w mojej głowie. Pomysł zrodził się, gdy sama odpoczywałam w Bieszczadach, w małej miejscowości, gdzie żyło sporo takich ciekawych ludzi – rzeźbiarz, malarka i jednocześnie właścicielka restauracji, miejscowy filozof itd., po prostu – lokalni ekscentrycy. Pomyślałam, że warto by coś takiego opisać. Przy okazji przedstawiłam wiele moich własnych zainteresowań, jak astronomia, książki o piratach, czy produkcja perfum. Fascynacja białymi ogrodami też jest moja!

W „Dolinie mgieł i róż” spotykamy Sabinę Południewską – pisarkę przeżywającą kryzys twórczy. Czy każdy pisarz przeżywa takie momenty?

Pewnie tak, choć ja nie przeżywam. Mam tyle pomysłów, że właściwie brakuje mi czasu na ich realizację.

Na jesieni ukaże się „Jezioro szczęścia”. Czy to ostateczne pożegnanie z mieszkańcami Idy? Co może Pani powiedzieć o pisaniu tej powieści?

Tak, to już ostatnia część, definitywne pożegnanie z Idą, bo wszystkie wątki zostaną tam zakończone, choć pewnie nie do końca w taki sposób jak spodziewali się i moi bohaterowie i czytelnicy. Powieść pisało mi się świetnie, mam nadzieję, że będzie to najlepsza część całego cyklu. Chciałam, żeby była jednocześnie dramatyczna i wzruszająca, zobaczymy jak ją ocenią czytelnicy. Cofniemy się w przeszłość hrabiny Tyczyńskiej, bo jest w niej zagadka wymagająca rozwiązania. Rozstrzygną się też losy głównych postaci i niektórych pobocznych. Ale nie wszystko wyjaśnię do końca, bo dobrze zostawić pewne kwestie niedopowiedziane, otwarte. W każdym razie, drodzy Czytelnicy – zima w Idzie także jest piękna, cudowna i magiczna.

Czy ma Pani pomysł na kolejny cykl powieściowy? Czy możemy poznać więcej szczegółów dotyczących planowanej książki o środowisku blogerów?

Tak, pracuję już nad kolejnym cyklem, tym razem z akcją osadzoną w małym miasteczku. Będzie inny od serii „Magiczne miejsce”, ale mam nadzieję, że atmosfera moich książek pozostanie ta sama. Tym razem fabuła skoncentruje się na relacji pomiędzy kobietami – siostrami, córkami i matkami. Czasem są to układy bardzo dobre, a czasem niewiarygodnie trudne. Co do powieści o blogerach, to planowałam ją jako kolejny „kryminał na wesoło”, coś w stylu „Morderstwa niedoskonałego”, na razie jednak czeka na swój czas.

Pisze Pani urokliwe, magiczne powieści obyczajowe. Skąd wziął się pomysł na kryminały retro?

Lubię pisać kryminały, bo to jest bardzo wymagający gatunek, a ja kocham wyzwania. W kryminale musi być intryga jak brzytwa i dobrze przemyślana fabuła. Tutaj nie ma miejsca na dygresje i jak ja to mówię – „chodzenie na boki”. Trzeba bardzo się napracować i mieć naprawdę dobry pomysł, by napisać kryminał, który spodoba się czytelnikom. A dlaczego retro? Bo jedną z moich pasji jest historia, w szczególności historia Krakowa.

Jest Pani dwukrotną laureatką konkursu na opowiadania kryminalne z Wrocławiem w tle. Jednak zdecydowała się Pani napisać trylogię osadzoną w rodzinnym mieście Krakowie. Jak specyfika miejsca i realia wpływają na rozwój akcji? Którą część cyklu było najtrudniej napisać?

Kraków nie jest popularnym miejscem akcji dla kryminałów. Właściwie to nie wiem dlaczego, bo jest to miasto ogromnych kontrastów – zabytki w centrum i blokowiska na obrzeżach. Jest też przecież Nowa Huta ze swoimi tajemnicami. Lubię moje miasto i jestem zafascynowana jego historią i tą specyficzną atmosferą Krakowa, na którą najprawdopodobniej wpływa duszący nas smog. „Krakowski spleen” jak to śpiewał Maanam. Wszystkie trzy kryminały krakowskie były trudne w pisaniu – „Dziewczyna z aniołem”, bo miałam mało materiałów z lat 50. i głównie korzystałam z ustnych opowieści ludzi, którzy pamiętali te czasy w Krakowie. „Noc zimowego przesilenia”, bo z kolei źródeł dotyczących II wojny światowej są setki, więc miałam problemy z selekcją, a nie chciałam zanudzić czytelników szczegółami historycznymi.

Kryminał, nad którym teraz pracuję także jest trudny. Po pierwsze jego akcja toczy się współcześnie, a po drugie, po głębokim namyśle zdecydowałam się rozszerzyć znacznie miejsce akcji, która rozpoczynając się w Krakowie, przeniesie się do Wiednia. To kolejne uwielbiane przeze mnie miasto, podobne zresztą do Krakowa nazywanego niegdyś „małym Wiedniem”. Po prostu w Wiedniu jest coś (pewien szczegół topograficzny), czego w Krakowie nie ma, a co koniecznie mi było potrzebne do fabuły. Wiedeń poza tym jest bardziej tajemniczy, a ta powieść to będzie mroczny kryminał o zbrodni i jej powiązaniu ze sztuką. Pracuję nad tym pomysłem od tak dawna, że mam nadzieję, iż będzie to mój najlepszy kryminał i ogromnie się cieszę, że ostatnio projekt „nabrał rumieńców”.

Jak działa obecnie stowarzyszenie Zbrodnicze siostrzyczki? Czy możemy spodziewać się kolejnych zbiorów opowiadań lub e-booka?

Zbrodnicze Siostrzyczki wciąż działają, prowadzimy naszą stronę, na której popularyzujemy i promujemy dobre kryminały, przede wszystkim polskie. Na razie nie planujemy kolejnego zbiorku opowiadań „siostrzyczkowych” wyłącznie z tego powodu, że jesteśmy przysypane naszymi indywidualnymi projektami. Ja pracuję nad kolejną sagą obyczajową i wspomnianym wyżej krakowsko-wiedeńskim kryminałem, a Marta Guzowska właśnie skończyła pisać kolejną część swej kryminalnej serii o antropologu Mario Yblu i finiszuje z nowym pomysłem, tym razem thrillerem osadzonym w środowisku archeologicznym. Ponieważ czytałam już szkic, mogę powiedzieć, że to będzie prawdziwa bomba – pierwsza polska powieść sensacyjna publikowana w odcinkach!

Hasłem strony jest „Siła Sióstr”. Czy dostaje Pani wiele wiadomości od czytelniczek i innych kobiet piszących kryminały? Ile obecnie osób liczy Klub Zbrodniczych Siostrzyczek?

Mamy wielu sympatyków i „członków niestowarzyszonych”, jak to się kiedyś mawiało. Otrzymujemy z Martą mnóstwo wiadomości od czytelników. Wyłania się z nich dosyć optymistyczny obraz – ludzie lubią kryminały, interesują się nimi i chcą je czytać. Naszym celem jest promowanie polskiej literatury kryminalnej, która jest równie dobra, jeśli nie lepsza od zagranicznej. Mam nadzieję, że nam się to udaje!

Jak zachęciłaby Pani ludzi do czytania polskiej literatury? Jakie polskie książki czyta Pani najchętniej i których polskich autorów ceni?

Jak już mówiłam bardzo cenię polską literaturę. Dużo czytam, nie tylko literatury gatunkowej, i mogę powiedzieć, że polskie książki są naprawdę znakomite i nie mamy się czego wstydzić! Mamy gigantów takich jak Olga Tokarczuk czy Wiesław Myśliwski, ale cenię też młode pokolenie pisarzy – podobała mi się na przykład „Morfina” Szczepana Twardocha. Jak wspomniałam, szczególnie lubię poezję i chciałam zwrócić uwagę na polskich poetów: Roman Honet, Agnieszka Kuciak, Anna Piwkowska – warto poznać ich twórczość. Jeżeli chodzi o literaturę gatunkową, to z autorów powieści obyczajowych polecam serdecznie bardzo poetycką Katarzynę Enerlich, a w dziedzinie kryminału: Martę Guzowską, Wojciecha Chmielarza i Gaję Grzegorzewską. Jeżeli ktoś z Państwa chce zacząć przygodę z polskim kryminałem, moim zdaniem powinien sięgnąć po tych autorów – każdy z nich pisze inaczej i to pozwoli czytelnikowi wybrać kierunek dalszych lektur. W każdym razie apeluję gorąco – czytajmy polskich autorów, bo naprawdę warto!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


osiem − 1 =

Reklama