Pages Navigation Menu

Uzależnienie od gawędziarstwa – wywiad z Joanną Jax

Uzależnienie od gawędziarstwa – wywiad z Joanną Jax

Od jej debiutu, „Dziedzictwa von Becków”, minęły cztery lata. Był to bardzo pracowity czas, ponieważ do tej pory ukazało się już jej dwanaście powieści. Grono jej wiernych czytelników stale rośnie, a oczekiwania na kolejne jej publikacje zaczynają nabierać znamion pewnej histerii. Właśnie ukazała się jej kolejna powieść – „Podróż do krainy umarłych”, pierwszy tom trylogii „Zanim nadejdzie jutro” – i z tej okazji postanawiamy zadać Joannie Jax kilka pytań.

 

Anna Seweryn: Zacznijmy od pseudonimu. Wiem, że postanowiłaś ukryć swoją tożsamość, bo obawiałaś się reakcji czytelników…

Joanna Jax: Reakcji czytelników i tak nie uniknę, bez względu na obrany pseudonim, bo zawsze będę wiedziała, że o mnie chodzi. Raczej zrobiłam to dla członków rodziny, żeby w razie czego nie musieli się wstydzić. Oczywiście dotyczyło to mojego debiutu, a potem żal było zmieniać.

A.S.: Nieustannie dręczę wszystkich znanych mi autorów tym pytaniem: gdybyś miała napisać notkę na temat swojej twórczości do leksykonu współczesnej literatury polskiej, jak by ona brzmiała?

J.J.: Kreatywna, pracuje pod presją czasu… A, to nie CV. śmiech Nie napisałabym takiej notki, powierzyłabym to zadanie mojej niezawodnej Pani Redaktor. Mówię to zupełnie poważnie, nie potrafię robić sobie autoreklamy, a przecież w takiej notce wypadałoby o sobie coś pozytywnego powiedzieć.

A.S.: W wielu wywiadach z pisarzami pojawiają się stwierdzenia, że często „ponosi ich fabuła”, bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem. Czy działasz zgodnie z ustalonym schematem i rozpisujesz konspekt powieści?

J.J.: Gdyby w istocie bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem, to udałabym się czym prędzej do specjalisty. To ja na każdym etapie powieści kreuję bohaterów oraz kieruje ich losami. Natomiast nie ma mowy o schemacie. Oczywiście, mam w głowie ogólny zarys powieści, ale niekiedy nawet ten zarys ulega zmianie podczas pisania, na przykład gdy wpadam na lepszy, moim zdaniem, pomysł. Do sagi Zemsta i przebaczenie konspekt zrobiłam… miał osiem linijek. Kiedy zasiadłam do pisania swojej drugiej, zaplanowanej w umyśle powieści, dotknęłam klawiatury i napisałam zupełnie inną fabułę. Dosłownie. Inni bohaterowie, inna historia, wszystko było nowe. Tak właśnie powstała Długa droga do domu i do tej pory nie wiem, jak to się stało.

A.S.: A znasz wcześniej zakończenia swoich powieści czy płyniesz z nurtem fabuły?

J.J.: Zakończenia nie planuję nigdy. Jaka to frajda znać zakończenie powieści? Na pomysł finału wpadam najczęściej, gdy pozostaje mi około stu stron do napisania. Tak jest prościej. Mam wątki, fabułę i wiem, z czego mogę wybierać. Niekiedy spotykam się z zarzutem, że moje zakończenia są przewidywalne. Zatem chapeau bas dla niektórych czytelników, że przewidzieli coś, czego nawet ja nie przewidziałam. A może po prostu moje zakończenia są zbyt banalne i powinnam pomyśleć o jakichś twistach na koniec?

 A.S.: Czy fabuły to taka trochę alternatywna rzeczywistość? Zawsze zastanawiam się, jak realne życie autora wpływa na kreowaną przez niego historię. Czy kiedy ty cierpisz, bohaterowie też cierpią katusze?

J.J.: W moim przypadku taki wpływ mają moje emocje. W zależności od nastroju albo gnębię swoich bohaterów, albo wręcz przeciwnie. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale bywa. Tak właśnie zginął Tom Anders w Piętnie von Becków. Gdyby mnie tak bardzo nie zdenerwował pewien niebieskooki blondyn, Tom pewnie przeżyłby, bo nawet go lubiłam.

A.S.: Jako jedną z zalet Twoich powieści czytelnicy wymieniają misternie zbudowane tło historyczne. Jak wygląda i ile czasu zajmuje Ci research? A może ktoś Ci w nim pomaga? Pytam, bo trudno uwierzyć, że jedna osoba jest w stanie tworzyć w takim tempie i jeszcze sprawdzać każdy detal…

J.J.: Podobno Ken Follett ma siedmiu asystentów, którzy mu pomagają w researchu. No, ale on dostaje siedem milionów dolarów zaliczki. Zatem mnie musi wystarczyć moja skromna osoba. Poza tym szukanie takich detali naprawdę sprawia mi przyjemność. A po pewnym czasie nabiera się wprawy, chociaż i dzisiaj zdarza mi się szukać jakiegoś szczegółu przez cały dzień. Z punktu widzenia zarządzania czasem mogłabym ów detal pominąć albo delikatnie zmienić fabułę, ale odzywa się we mnie taka brzydka cecha: „Co, ja nie znajdę?”.

A.S.: Przenieśmy się na chwilę w kuluary. Czy musisz mieć jakieś specyficzne warunki, żeby zasiąść do pisania? Kawa, kocyk, widok na jezioro…?

J.J.: Kawa obowiązkowo, ale to nie zależy od tego, co robię. Po prostu muszę się obudzić. Podobnie z kocykiem. Pojawia się wówczas, gdy robi się zimno. A na jezioro patrzę dla relaksu. Oczywiście najlepiej pisze mi się w moim własnym domu, ale żadnych rytuałów, konkretnego miejsca nie mam. Laptop pod pachę i siadam gdziekolwiek. Na potrzeby takich wywiadów chyba w końcu sprawię sobie biurko, bo wstyd się przyznać, ale takowego nie posiadam. Laptop trzymam na kolanach.

A.S.: Wypieki na twarzach wywołuje zawsze tropienie wątków autobiograficznych w powieściach. Czy któryś z bohaterów lub któraś z bohaterek ma coś z Ciebie?

J.J.: Pewnie każda po trochu. Wkładam dużo emocji w pisanie, więc to nieuniknione. Chyba najwięcej siebie pozostawiłam w Joannie z Długiej drogi do domu, bo pisanie w pierwszej osobie w jakiś naturalny sposób utożsamia mnie z bohaterem.

A.S.: Czy któryś z bohaterów jest szczególnie bliski Twojemu sercu? Tak, tak, wiem, to pewnie trochę tak, jakby pytać matkę, które ze swoich dzieci kocha bardziej.

J.J.: Uwielbiam Karego, Igora Łyszkina, Dawida Halperna i Kubę Staśko. To mężczyźni. Jeśli chodzi o kobiety, najbliższe są mi dotychczas Alicja Rosińska i Antonina Tańska.

A.S.: Kolejna kwestia z gatunku „opcja do wyboru”. Którą powieść pisało Ci się najtrudniej?

J.J.: Pod względem warsztatowym to Długą drogę do domu. Ze względu na research, bo materiałów znalazłam dość mało w języku polskim, i z powodu prowadzenia powieści niejako w trzech narracjach. Tak, to było trudne. Biorąc pod uwagę emocje, najwięcej kosztowało mnie pisanie Syna zakonnicy. Ta historia jest oparta na faktach i nie mogłam zmienić biegu wydarzeń. A tak bardzo chciałam…

A.S.: Ogromne emocje wzbudził cykl powieściowy „Zemsta i przebaczenie”. Po sześciu tomach czytelnicy bardzo zżyli się z postaciami i nieustannie dopytują, czy planujesz kontynuację tej historii…

J.J.: Pierwotny zamysł był taki, że owa saga będzie miała trzy tomy, a jej zakończenie przypadnie na czasy współczesne. Nędzne resztki tego zamierzenia pozostały jedynie na okładkach, czyli kolorowa miała symbolizować czasy obecne. Zatem pole do kontynuacji jest. Poza tym fani wystosowali do mnie listę postulatów i jednym z nich był ciąg dalszy Zemsty i przebaczenia. Tak mnie to wzruszyło, że złożyłam obietnicę dopisania dalszych losów bohaterów. A może przesłanie mi sceny z filmu Misery tak na mnie podziałało…

A.S.: Niedawno w księgarniach pojawił się pierwszy tom trylogii „Zanim nadejdzie jutro”. Skąd pomysł, by zająć się akurat tematyką zsyłek? Dlaczego warto o tym mówić, pisać, czytać?

J.J.: Mam kontakt z Fundacją dla Rodaka i niekiedy coś z nimi robię. Zaproponowałam, że napiszę reportaż o zesłańcach, przeleję na papier ich wspomnienia. I wtedy usłyszałam: „Ale my chcemy powieść”. Jest zatem powieść. Dlaczego to ważne? Bo spotkało naszych Rodaków, niektórzy wciąż tam są, a przez dziesiątki lat ich historie skazywane były na zapomnienie. Mówiono o Holocauście, okupacji niemieckiej czy Dywizjonie 303, a zsyłki stanowiły prawie temat tabu.

A.S.: Twoje powieść aż proszę się o ekranizację! Zresztą na Facebooku często pojawiają się pewne sugestie dotyczące ewentualnej obsady…

J.J.: Być może się proszą, ale ja mam na to zerowy wpływ. Jednak burza dotycząca ewentualnej obsady doczekała się niemal czterystu komentarzy. Najwięcej emocji wzbudzały postacie Alicji Rosińskiej i Karego.

A.S.: Na zakończenie podpytam jeszcze, jakie są twoje plany i marzenia pisarskie. Czy jest na przykład jakiś temat lub gatunek, którego jeszcze nie dotknęłaś, a bardzo byś chciała?

J.J.: Plany są. Marzenia też. Właściwie nawet się pokrywają. Chciałabym spróbować swoich sił w thrillerze. I pewnie napiszę go, nie wiem tylko, czy zaspokoję wyszukane podniebienia Czytelników.

A.S.: Dziękuję za rozmowę i z niecierpliwością czekam na drugi tom „Zanim nadejdzie jutro”, który ukaże się już w styczniu 2019 r.

Tagi

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ siedem = 8

Reklama