Pages Navigation Menu

„Dzień po dniu kończącego się życia” – dzienniki Beksińskiego

„Dzień po dniu kończącego się życia” – dzienniki Beksińskiego

„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia. Dzienniki/rozmowy” to najnowsza książka o Zdzisławie Beksińskim i pierwsza publikacja fragmentów dziennika artysty. Jaki obraz wyłania się z tych codziennych i prywatnych zapisków? Kim był Zdzisław Beksiński? Kontrowersyjnym i mrocznym malarzem, czy wrażliwym człowiekiem szukającym w twórczości ocalenia przed śmiercią?

„Trzymają Państwo w rękach książkę, w której chcieliśmy przedstawić Zdzisława Beksińskiego takim, jakim był naprawdę”

„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia. Dzienniki/rozmowy” to pierwsza publikacja dzienników Beksińskiego. Wszystkich zapisków, jak utrzymuje Wiesław Banach, jest około czterech tysięcy stron. W książce znajdziemy wybór 300 stron dzienników. Pierwsze egzemplarze książki były dostępne w Muzeum Historycznym w Sanoku – rodzinnym mieście artysty. Od 9 marca tytuł jest w sprzedaży w księgarni internetowej Ravelo.pl. Dzienniki obejmują zapiski artysty z lat 1993-2005. „Dzień po dniu kończącego się życia” rozpoczyna się pierwszym wpisem, a kończy ostatnią notatką z dnia śmierci – 21 lutego 2005 roku.

Pierwsza z nich to wywiad z Wiesławem Banachem przeprowadzony przez Jarosława Mikołaja Skoczenia. To właśnie Banachowi malarz powierzył cały dorobek życia artystycznego i prywatnego. Zbiory po Beksińskim znajdują się obecnie w Muzeum Historycznym w Sanoku – jest to największa na świecie, licząca około 600 prac, ekspozycja prac artysty.

Mroczny koniec

„Wraz ze zgrzybieniem narasta w człowieku lęk przed napadem. Wprawdzie do moich drzwi nie dzwoni dzwonek częściej niż raz w tygodniu, ale Jaroszewicz omylił się raz w życiu i to wystarczyło. I tak zapewne kiedyś się omylę i to, co uznam za nieszkodliwą starszą panią w futrze, okaże się być niedźwiedziem, który uciekł z cyrku i zadzwonił do moich drzwi”
(08.08.2000)

W zeszłym roku minęła dekada od tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego. Wywiad z Wiesławem Banachem zaczyna się od przypomnienia okoliczności śmierci. Artysta zmarł w wyniku licznych ciosów zadanych nożem. Zabójcą okazał się syn człowieka, który od lat pracował dla Beksińskiego. Motywem morderstwa miała być odmowa udzielenia pożyczki. Złodziej ukradł dwa aparaty fotograficzne i płyty CD. Ich wartość nie przekraczała tysiąca złotych.

Okoliczności śmierci wydają się niejako zapowiedziane przez samego Beksińskiego. Dwukrotnie w swoich dziennikach wspomina postać premiera Piotra Jaroszewicza, który z żoną został zamordowany w swoim mieszkaniu. Beksiński już w 1994 roku notuje: „MUSIMY odżałować forsę i kupić elektroniczny wizjer (…) Jaroszewicz omylił się raz w życiu i otworzył drzwi. To może być potrzebne tylko ten jeden jedyny raz w życiu”.

Fatum, przekleństwo, dramatyczny splot okoliczności? Beksiński i jego syn Tomasz już za życia otoczeni byli mroczną aurą – połączył ich tragiczny los. Zdzisław Beksiński mimo pancernych drzwi i zamontowanej kamery omylił się raz w życiu, Tomasz popełnił samobójstwo.

Artystyczna (nad)wrażliwość i (nie)pamięć o śmierci

Zdzisław Beksiński był nie tylko światowej sławy malarzem, lecz także fotografem, rzeźbiarzem i grafikiem komputerowym. Pierwsze grafiki zaczął tworzyć w 1993 roku, w ostatnich latach życia rysował na tablecie,  potem te rysunki przetwarzał na komputerze. Jarosław Mikołaj Skoczeń nazywa Beksińskiego Leonardem da Vinci naszych czasów – artysta projektował nawet nadwozia, a także opracowywał stylistykę prototypowych autobusów.

Początki nie były jednak łatwe. Szczególnie  w pierwszym, tzw. fantastycznym okresie twórczości. Obrazy były bardzo źle przyjmowane przez krytyków – szybko przyjęło się określenie „Beksiński to kicz”. Przełomem okazała się wystawa w Warszawie, w której zaprezentowano najlepszych malarzy na 25-lecie PRL-u. Dzięki Wojciechowi Skrodzkiemu Beksiński znalazł się na tej wystawie zaraz obok Kantora  i Nowosielskiego.

Beksiński często malował serie prac, na przykład postaci w pozycji siedzącej lub krzyże. Jego twórczość budziła kontrowersje. Obrazy odbierano jako manifestację okrucieństwa i agresji. Wczesne prace, szczególnie z okresu fantastycznego, bywały drastyczne i ponure. Wiesław Banach, w rozmowie ze Skoczeniem, podkreśla jednak, że Beksiński istotnie prowokował, lecz tylko w młodzieńczym okresie, w Sanoku.

Beksiński nie skończył Akademii Sztuk Pięknych, raczej zawsze marzył o tym, by zostać reżyserem i kręcić filmy: „Pewnym mankamentem malarstwa jest to, że ono jest nieruchome. Ja nawet dlatego myślałem o tym, żeby kręcić filmy, bo tam jest możliwość (…) dramaturgii”.

W dziennikach znajdziemy dużo informacji na temat pracy artysty, sporo materiałów i wypowiedzi przytacza w wywiadzie Wiesław Banach. W przypadku Beksińskiego można mówić o transie malowania, drobnych natręctwach i obsesjach. Gdy artysta mieszkał w Sanoku pracował bez przerwy od godziny 8 rano do 23. W obrazach zawarł wszystkie swoje lęki, cała twórczość artystyczna okazała się ucieczką od śmierci: „postanowiłem malować, rysować, rzeźbić, by przetrwać w swych dziełach. Malować śmierć, żeby choć na chwilę o niej zapomnieć”.

Codzienność artysty

„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia – dzienniki/rozmowy” to jedyna taka okazja by poznać Beksińskiego od prywatnej strony. W dzienniku pojawiają się różne nazwiska, komentarze dotyczące spotkań autorskich i przeprowadzanych wywiadów, opisy wizyty przyjaciół i gości, wizyt u lekarza. Beksiński bywa w dziennikach nie tylko kpiarski i uszczypliwy, lecz także zabawny. Znajdziemy tu wiele treści prywatnych, o których sam artysta być może nie chciałby mówić, lecz poszukujący sensacji czytelnicy będą zawiedzeni. Dzienniki Beksińskiego okazują się dosyć wyważone, komentarzy na temat życia rodzinnego jest stosunkowo niewiele, sporo miejsca zajmuje relacja Beksińskiego z jego marszandem Piotrem Dmochowskim (wydawcą dwóch albumów, autorem pokaźnej monografii „Zmagania o Beksińskiego” i promotorem licznych wystaw).

Dzięki temu wyborowi dzienników możemy jednak przeczytać jeden z najbardziej poruszających fragmentów, spisany już po śmierci żony Zofii i samobójstwie syna Tomasza:

Jeśli można dokonać na koniec roku i na koniec wieku podsumowania, to chyba dobrze się stało, że umieramy w mojej rodzinie w tej kolejności. Gdybym odszedł pierwszy, a teraz umarł Tomek, to dla Zosi byłoby to nieporównywanie cięższe przeżycie niż dla mnie. Nie można sobie nawet wyobrazić jej cierpienia i zagubienia. Gdybyśmy umarli oboje w dowolnej kolejności, to Tomek sam, chyba nie dałby sobie rady ze swym życie i światem realnym. Tak jak się stało, stało się najsprawiedliwiej i nie można uważać, że Bóg się na nas uwziął. Ja mam najgrubszą skórę i ja zostałem na deser. Boje się cholernie przyszłości, ale wiem, że ją udźwignę. Oczywiście mogliśmy wszyscy żyć jak szczęśliwa rodzina z filmu, a Tomek mógł nie mieć problemów, ale czy nasze problemy, mimo ich ciężaru, były aż tak nie do zniesienia w porównaniu z problemami innych ludzi, o których się czyta?„(31.12.1999)

Prace redakcyjne zostały ograniczone do minimum – nie zostały im poddane fragmenty dzienników, ani wypowiedzi przepisane z taśm wideo. Dzięki temu został zachowany autentyczny styl malarza, a z codziennych zapisków możemy usłyszeć głos samego Beksińskiego. Czy to głos wizjonera i kontrowersyjnego artysty? Raczej nie. Lecz najważniejsze jest to, że to głos autentyczny.

Zobacz książki związane ze Zdzisławem Beksińskim:

Zdzisław Beksiński - Listy do Jerzego LewczyńskiegoZdzisław Beksiński - Opowiadania

Tagi

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


4 + = trzynaście

Reklama